Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filmy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filmy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 września 2016

Rozsiądź się w kinie... w starym kinie

O swojej słabości do oglądania starych filmów sprzed  II Wojny Światowej, na tym blogu pisałam już nie raz - na przykład tututu i tu i tu i tu też ;-)

(na zdjęciu Helena Grossówna i Aleksander Żabczyński)

Ostatnio miałam niezła fazę i dostęp do lepszego Internetu, dzięki czemu mogłam obejrzeć aż 11 filmów z cyklu "w starym kinie", a były w śród nich następujące tytuły:
  1. Ada to nie wypada
  2. Pani minister tańczy (z Żabczyńskim)
  3. Trzy serca (z Żabczyńskim)
  4. Dziewczyna z Poste restante (z Żabczyńskim)
  5. Jadzia (z Żabczyńskim)
  6. Piętro wyżej
  7. Paweł i Gaweł
  8. Wrzos
  9. Królowa przedmieścia (z Żabczyńskim)
  10. Tajemnica panny Brinx (z Żabczyńskim)
  11. Będzie lepiej (z Żabczyńskim)
Nie da się ukryć, że najchętniej wybierałam filmy z Aleksandrem Żabczyńskim - bardzo lubię tego aktora. Być może dla innych te filmy są proste i naiwne, mi poprawiają nastrój i dają sporo radości. I właśnie dlatego je oglądam i dobrze się przy nich bawię.

(na zdjęciu Adolf Dymsza, Eugeniusz Bodo i Helena Grossówna)

niedziela, 24 kwietnia 2016

Gwiazd naszych wina

"Dałeś mi wieczność w ramach moich policzonych dni i nie umiem wyrazić jak jestem ci wdzięczna za naszą małą nieskończoność." - to słowa głównej bohaterki tego filmu - piękne.


Zupełnie nie wiem, czemu tak poruszył mnie ten film. Na pewno nie dlatego, że bohaterowie są chorzy i niedługo umrą. Wszyscy przecież kiedyś umrzemy. Współczesny świat z kultem młodości i doskonałości, mami nas i robi wszystko, abyśmy o tym nie myśleli i pracowali, kupowali, pędzili nie wiadomo za czym, bez krzty refleksji. A może dlatego, że w głębi serca tęsknimy do miłości absolutnej. Myślę, że lepiej mieć krótkie życie, ale przeżyć prawdziwą miłość, niż wieść długi żywot bez miłości. A może dlatego, że już nigdy nie będę miała dwudziestu paru lat, gdy kocha się tak intensywnie, gdy kocha się po raz pierwszy, choć może się mylę, może każda miłość jest intensywna, nawet ta nieodwzajemniona.

"Gwiazd naszych wina" to film o miłości, a nie o raku, który zabija. Życie z dnia na dzień, bez miłości, też zabija, wolniej, ale zabija. Oczywiście da się żyć bez miłości - w życiu można zając się tak wieloma rzeczami - hobby, pracą, wyścigiem szczurów, czytaniem książek, oglądaniem filmów, podróżowaniem, robieniem zdjęć, jedzeniem, nienawiścią, snuciem intryg, kolekcjonowaniem książek, znaczków czy innych gadżetów, kupowaniem ciuchów, uprawianiem ogródka, planowaniem wojny, rządzeniem, wychowaniem dzieci, pracą społeczną, hodowaniem kaktusów, pomaganiem w schronisku dla zwierząt, bieganiem, zabijaniem, nurkowaniem, seksem... I tym wszystkim, my ludzie, się zajmujemy. A czasem zdarza nam się miłość. Kompletnie nie mamy na to wpływu, w kim się zakochamy. Oczywiście można świadomie wybierać i do tego zachęcam, gdy widzimy, że facet chla, ćpa i nie pracuje to zwiewajmy jak najdalej od takiego, nawet gdy nas fizycznie pociąga. Ale nie tylko w takich ekstremalnych przypadkach, także, gdy nas nie szanuje, lekceważy, obraża, poniża, wyśmiewa, nie pozwala być sobą. Z niewytłumaczonych powodów podoba nam się ta, a nie inna osoba. Czasem wystarczy tak niewiele jak podanie ręki, uśmiech, spojrzenie, jakieś słowo i już po nas. Ktoś powie chemia, natura, ktoś przeznaczenie.

Życie nie musi być doskonałe i nie jest, ale i tak jest piękne... trzeba tylko umieć to dostrzec... nie zawsze się to udaje, ale mimo wszystko trzeba próbować. Bohaterowie filmu próbują. I to mi się w nich podoba. Hazel podrywa się z marazmu, w którym poniekąd się znajduje, czytając jedną i tę samą książkę na nowo, i mimo, że nie ma ochoty na grupę wsparcia, to jednak robi ten wysiłek i nie dla siebie, dla rodziców zaczyna tam chodzić. Tym daje sobie szansę na spotkanie Gusa. I tak to się zaczyna. Reszta w filmie, lub w książce (jeszcze nie czytałam, ale na pewno przeczytam).



ps1. i aktorzy, choć młodzi, grają dobrze.

ps2. i jeszcze przepiękna piosenka z filmu: Ed Seeran - All of the stars

piątek, 1 stycznia 2016

Filmy obejrzane w 2015 roku

Mam kilka ulubionych filmów, do których wciąż powracam. Wśród nich są ekranizacje powieści Jane Austen. Moje ulubione poprawiacze humoru to także: "Pamiętnik", Wimbledon", "love actually" (film ma 13 lat, ale wciąż się go ogląda bardzo dobrze), "the Holiday", "Dobry rok", "about time" oraz "Made of Honor". Nie oglądam zbyt wielu seriali - czasem przypominam sobie "Przystanek Alaska" i "Prawo Agaty". Mam za to bzika na punkcie przedwojennych polskich filmów, z tzw. serii "w starym kinie". Kiedyś oglądałam je w telewizji polskiej, a teraz przeważnie w Internecie. Fajnie byłoby zebrać kolekcję na dvd i mieć je zawsze pod ręką. Lubię też filmy przedstawiające starożytne czasy, jak Troja, Herkules, Pompeje, Gladiator, itp.




  1. Seks taśma (d)*
  2. Made of Honor (d)
  3. Koncert kolęd na Starówce (kon)
  4. Ślub doskonały Teatr Kwadrat (t)
  5. 50 twarzy Greya (k)
  6. Przystanek Alaska (1-2-3 sezon) (d)
  7. Sekretne życie Walter Mitty (d)
  8. Birdman (d)
  9. Odlot (TV)
  10. Ratatuj (TV)
  11. Troja (TV)
  12. Drugi Hotel Marigold (k)
  13. Czy Lucyna to dziewczyna? (Majówka z Foggiem) (k)
  14. Zapomniana melodia (i)
  15. Duma i uprzedzenie (serial BBC) (d)
  16. Wimbledon (d)
  17. Duma i uprzedzenie (d)
  18. Herkules (d)
  19. Perswazje (d)
  20. Rozumiemy się bez słów (k)
  21. Zakochana Jane (d)
  22. Dobry rok (d)
  23. Tajemnica Filomeny (d)
  24. Lawendowe wzgórze (d)
  25. Król Artur (d)
  26. Najdłuższa podróż (d)
  27. Nie jesteś sobą (d)
  28. Rozważna i Romantyczna (d)
  29. Afera naszyjnikowa (d)
  30. Jane Austen Żałuje (d)
  31. Słodki listopad (d)
  32. Charlie St. Cloud (TV)
  33. Moja wielka grecka wycieczka (TV)
  34. Zatańcz ze mną (d)
  35. Złodziejka książek (d)
  36. Dobry Rok (d)
  37. Drogówka (TV)
  38. Dobry Rok (d)
  39. Wiek Adele (d)
  40. Now is Good (d)
  41. Made of Honor (d)
  42. Nigdy nie jest za późno (k)
  43. Chemia (k)
  44. Lovestruck. The Musical. (d)
  45. Dobry Rok (d)
  46. Połów szczęścia w Jemenie (d)
  47. Arsène Lupin (d)
  48. Wyszłam za mąż zaraz wracam (d)
  49. Z dala od zgiełku (d)
  50. Listy do M. (TV)
  51. Holiday (d)
  52. Love actually (d)
  53. Pamiętnik (d)
  54. Prawo Agaty (I sezon) (i)
  55. About Time (d)
  56. Listy do M. 2 (k)
  57. Love actually (d)
  58. Listy do M. (TV)
  59. Pan i Pani Kiler (TV)
  60. Nigdy w życiu (TV)
  61. Służące (TV)
  62. Za jakie grzechy (TV)
  63. Gwiezdny pył (TV)
  64. Tylko mnie kochaj (TV)
  65. Dobry rok (d)
*(k-kino); (d-dvd); (t – teatr); (kon-koncert); (TV-telewizja); (i – Internet)

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Wprowadzam się w świąteczny klimat...


Listy do M.2

w kinach - kto już widział? Widziałam - polecam :-)

 (źródło: http://www.filmweb.pl/film/Listy+do+M.+2-2015-736267)


Listy do M.

na tvn player - kto oglądał, żeby sobie przypomnieć?

(źródło: http://kinomovie.pl/zobacz-listy-do-m-2-przedpremierowo-w-kinie-atlantic/#more-16207)

piątek, 9 października 2015

"CHEMIA" - kilka refleksji

Miłość jest najpiękniejsza, kiedy jest prawdziwa. Gdy oglądamy plastikową hollywoodzką komedię romantyczną, wiemy, że to co nam pokazują nie jest prawdziwe. Mimo wszystko lubimy to, bo nastraja nas pozytywnie, ale gdzieś tam mały głosik w naszej kobiecej głowie mówi nam, że to, jak to się potocznie mówi, "nie leżało nawet obok prawdy". A tu mamy czyjeś życie. Prawdziwe. Która z nas nie chciałaby prawdziwej miłości? Po grobową deskę, niekoniecznie z chorobą, bo do tej deski nam się przecież nie śpieszy. Ale bywa, że życie pisze inne scenariusze, bez happy endu... z iluzorycznym happy endem... z cząstkowym happy endem... Czy szczęściem jest długie życie z odrobiną miłości? A może szczęściem jest krótkie życie, w którym doświadczyliśmy prawdziwej miłości?


Film jest prawdziwy, bo na podstawie czyjegoś realnego życia - Magdy Prokopowicz, która walczyła z rakiem piersi, urodziła dziecko i założyła Fundację Rak' n 'Roll. Wygraj życie. O życiu tej dzielnej kobiety powstała też książka Aliny Mrowińskiej "Magda, miłość i rak", której jeszcze nie czytałam. Film jest prawdziwy, bo pokazuje "kolorowy" dosłownie i w przenośni, etap życia głównej bohaterki Leny. Kto z nas takiego nie miał? Ale też pokazuje prozę życia, która dopadła w końcu zakochanych bohaterów: Lenę i Benka. A kogo nie dopada? Najważniejsze, że dali sobie z nią radę. Film pokazuje tylko migawki z życia Leny i Benka. Ich ognisty i szalony romans. Potem etap walki z chorobą. Próbę pogodzenia się z utratą kobiecości przez Lenę. Narodziny dziecka. Założenie fundacji, wywiad w tv. Kłótnie o pieniądze na leczenie. Znów walka z chorobą. Pogodzenie się z losem. Śmierć. Może tak właśnie jest, że nasze życie składa się z takich migawek.

"Chemia", to tytuł jak dla mnie nie koniecznie jednoznaczny, dopatrzyłam się tu drugiego dna. Oczywiście w kontekście głównego wątku - raka, chemia kojarzy się jednoznacznie z chemioterapią. Ale w języku funkcjonuje także taki oto zwrot "była między nami chemia", "poczuliśmy do siebie chemię", itd. w znaczeniu, że miedzy osobami zaiskrzyło, że się w sobie zakochali, rodzi się, albo już jest uczucie miłości. To chwila i już wiemy, że jest lub nie ma "chemii". Dla Leny i Benka to była chwila w podziemnym garażu. Jedno spojrzenie, jeden gest i już wszystko jest jasne!

Wszędzie tam, gdzie w fabule jest miejsce na rozgrywającą się w ciele Leny walkę z rakiem - jego rozrastanie lub zanikanie w wyniku chemii - pojawia się czarno-biała animacja. Podobny zabieg kilka lat temu widziałam w filmie "Dziewczyna z lilią", też o chorej dziewczynie. Czy w tym filmie ten zabieg jest potrzebny - sama nie wiem. Dla przeciwwagi tej czarno-białej animacji, jest dużo koloru - wszystkie kolorowe stroje Leny.

Czy warto obejrzeć ten film? Warto, po pierwsze, żeby nigdy nie bagatelizować choroby. Wciąż w głowie dźwięczą mi słowa Benka: "To jest rak. A my mamy z nim wojnę". I tę walkę trzeba podjąć. Po drugie, aby zrozumieć, że nawet jeśli już się zakochamy, to nie jest to nam dane raz na zawsze, że można to stracić, rutyna, walka z prozą życia, brakiem pieniędzy - w tym przypadku na leczenie. Ale to, że NAM SIĘ UDA - to DECYZJA OBOJGA! I trzeba o tym sobie przypominać i to właśnie robi Benek dwukrotnie powtarzając "To jest rak. A my mamy z nim wojnę". W zasadzie to on bardziej w tym związku walczy o miłość. Lena walczy z rakiem i już nie ma sił na inne potyczki. Potem z rakiem walczą oboje. Benek ponadto walczy z duchami przeszłości - ojcem, który popełnił samobójstwo, a także z tym, by w końcu wydorośleć i wziąć odpowiedzialność za siebie, a potem też za miłość, za Lenę i w końcu za wspólne nowe życie - ich dziecko. To Benek wynosi Lenę, gdy ta jest już pod narkozą i czeka na usunięcie dziecka. W sumie ten facet nie jest taki słaby, na jakiego z pozoru wygląda. Może po prostu trzeba mu było pozwolić w końcu być za kogoś odpowiedzialnym.

Film jest momentami nawet zabawny... najbardziej chciało mi się śmiać, ze sceny, w której Benek zostaje wyrzucony z pracy, gdy jako fotograf mody nie godzi się na stratę czasu, gdy ktoś z ekipy stwierdza, "że w paznokciach nie ma życia". Kapitalna scena!!! Kolejna wymowna scena - zresztą jedna z pierwszych, to ta, w której Lena porzuca pracę w firmie (korporacji ;-), przebiera się z szarego kostiumu w kolorową sukienkę i szminką na szybie pisze: "Zwalniam się", do tego dokłada całusa pomalowanymi ustami, który pozostawiający ślad na szybie. Wbrew pozorom sporo od nas zależy. To decyzje, które podejmujemy każdego dnia.

Hmm... ale czy to jest najpiękniejszy polski film o miłości - jak zachęcają jego twórcy? Trudno mi to stwierdzić. Bo co to znaczy najpiękniejszy. Dla jednej to... wysoki brunet, dla drugiej to... wysoki blondyn, a dla trzeciej to... człowiek o dobrych oczach.

środa, 12 sierpnia 2015

Ile razy możemy zaczynać nowe życie? - "Drugi Hotel Marigold"

Jeśli podobał wam się film "Hotel Marigold", to "Drugi Hotel Marigold" spodoba się Wam także - jestem tego niemal pewna w 100%. Akcja toczy się w Indiach, gdzie hotel Marigold odniósł sukces, dlatego Muriel  (niezrównana Maggie Smith) i Sonny postanawiają otworzyć filię. W tym celu postanawiają znaleźć inwestorów i udają się w zagraniczną podróż. Czy uda im się pozyskać finanse do nowego przedsięwzięcia? Czy Sonny zdąży nauczyć się układu tanecznego na swoje wesele z Sunaina? Czy dawny konkurent chce odebrać mu i biznes i narzeczoną?


To, co w tym filmie mnie zachwyca, to genialna gra dojrzałych aktorów angielskich - są niezrównani. Zwłaszcza Judi Dench (jako Evelyn) i Bill Nighy (jako Duglas). Perypetii, które spotykają naszych bohaterów jest cała masa. Są zabawne, ale są też groźne - a wszystkie pobudzają do śmiechu. I wszystkie dobrze się kończą. To, co zapamiętałam z tego filmu, to pogodny charakter bohaterów oraz ich zdecydowanie dążenie do osiągnięcia postawionych sobie celów, gdzie przy ciężkiej pracy nie brakuje czasu i na odpoczynek i zabawę w gronie sprawdzonych przyjaciół. Zapadająca w pamięć jest wypowiedź bohaterów:

- "Ile razy możemy zaczynać nowe życie?"
- "Ile tylko chcemy!"

Podpisuję się pod tym stwierdzeniem obiema rękoma :-) Film koniecznie do obejrzenia jeszcze raz - bardzo podnosi na duchu :-)

(źródło: filmweb)

poniedziałek, 27 lipca 2015

Nie jesteś sobą... hmm... a kim?

Film, który daje do myślenia. Choroba może spotkać każdego z nas, bo tak, jak wobec śmierci, tak wobec choroby jesteśmy równi. Choroba nie wybiera tylko biednych, ale dotyka także ludzi dobrze sytuowanych. Tak jest z naszą bohaterką Kate. Jest utalentowana, jest piękna, ma przystojnego męża i nie narzeka na brak środków do życia.


Zarówno Kate, jaki jej opiekunka Bec nie są sobą. Obie przez zranienia, głównie brak akceptacji ze strony matki, a także z braku odnalezienia siebie samych, zakopują gdzieś głęboko swoje prawdziwe "ja". Z naszym prawdziwym "ja" jest tak, że ono musi dojść do głosu i prędzej czy później ten głos wybrzmiewa. Znacząca jest tu scena, w której obie bohaterki krzyczą. Wtedy obie uwalniają swoje prawdziwe "ja".

Zabawne, albo tragiczne, jak w życiu można nie rozpoznać siebie, zagubić siebie, zapomnieć o sobie, jak łatwo czasem od siebie się odsunąć. O tym właśnie jest ten film, o tym, że zawsze płaci się za to wysoką cenę. Kiedyś, gdzieś przeczytałam, że bycie sobą jest bezpieczne. I owszem, nie trzeba bowiem pamiętać o tym, żeby ukrywać swoje prawdziwe ja, co jest bardzo męczące. Choć niekiedy niektórzy dochodzą w tym do perfekcji i sami już nie wiedzą, kim są. Żyją latami w zakłamaniu, do czasu, gdy z tej na pozór bezpiecznej rzeczywistości wytrąca ich nagłe zdarzenie, choroba, utrata pracy, odejście małżonka, naturalny kataklizm, coś, co już nie pozwala powrócić do maski, jaką założyli na swoją prawdziwą twarz.
To film o pięknie przyjaźni, poświęceniu, ale nie tym cierpiętniczym, wynikającym z obowiązku - w takim celuje głównie mąż Kate - Evan, ale o wynikającym z prawdziwej chęci niesienia pomocy i prawdziwej empatii.

Kate w ostatnich chwilach swego życia prosi swoją opiekunkę, aby nie zmarnowała życia z człowiekiem, który nie jest w stanie zobaczyć jej prawdziwej i mówi "bądź z tym, kto będzie w stanie Cię widzieć, taką, jaką ja teraz Cię widzę". Łączy się to z poznaniem prawdy o samej sobie - Kate, dopiero teraz rozumie, że jej mąż jej nie widział, ale widział, w niej kogoś kim ona nie była. Jej życie to powolna rezygnacja z pasji, jaką było granie na fortepianie, aby dostosować się do życia męża. Takie wyrzekanie się siebie zawsze opłaca się wysoką ceną - w tym przypadku, samotnością w najtrudniejszych chwilach, śmiertelnej choroby.
Interesująca postacią w tym filmie jest Bec, z jednej strony to szalona dziewczyna żyjąca według własnych zasad, okrutna dla mężczyzn, bawiąca się nimi, ale i sobą także, a z drugiej strony w chwilach, gdy opiekuje się Kate jest czuła, wrażliwa, empatyczna. 
Ostatnia scena jest niesamowicie wymowna. Z umierająca Kate jest nie kto inny, ale właśnie jej opiekunka Bed, a nie mąż, który przecież składał przysięgę na dobre i złe, póki śmierć nie rozłączy. Życie szybko weryfikuje takie deklaracje, wystarczy trochę trudności, choroba, bieda, i przysięga nie jest nic warta.

Nie będę zdradzała całej fabuły, choć już uszczknęłam rąbka tajemnicy, jak film się skończy. Zdecydowanie to film wart obejrzenia. Gorąco go polecam. 

sobota, 18 kwietnia 2015

Sekretne życie Waltera Mitty - w każdym z nas drzemie bohater

"Sekretne życie Waltera Mitty", to film, który oglądałam jakiś czas temu. I przyznam, że zrobił na mnie spore wrażenie. Nie przepadam za odtwórcą głównej roli w tym filmie - aktorem Benem Stillerem. Kojarzy mi się przede wszystkim z galerią głupkowatych, niezbyt śmiesznych postaci. Okazuje się, że ten film został również przez niego wyreżyserowany i pewnie dlatego w końcu miał on w nim świetną rolę.

Lubię filmy, w których bohater /bohaterka przechodzi przemianę. To bardzo częsty motyw sztuki: powieści i filmów. Pozwala przeżyć katharsis, tzn., że my też jesteśmy zdolni do przemiany nas samych, naszego życia, nadania mu sensu - to pokrzepia. To lubię. Otaczający nas świat jest pełen niegodziwości, ale jest też pełen dobra. Tyle, że dobru trudno się przebić przez te wszystkie wrzaskliwe i natarczywe newsy o agresji, bezmyślności, głupocie i złu. Tym bardziej trzeba docenić obraz, który pokazuje, że w codziennej, niewidocznej, skromnej i cierpliwej pracy jest wartość. Myślę, że wielu z nas, w dobie robienia szybkich karier zarówno w świecie biznesu, jak i artystycznym - po prostu o tym zapomniało. I właśnie dlatego wszystko staje na głowie. Zło jawi się jako dobro, a dobrem się pogardza. Cieszę się, że taki film powstał, jest on mi dużo bliższy niż tegoroczny oskarowy hit "Birdman", który ze swym przekazem, że Holywood/Broadway się kończy, a artyści to egocentryczne, zblazowane postaci zapatrzone w siebie, w zasadzie niczego nowego nie wnosi, poza krytyką środowiska artystów. Bohater się nie zmienia, nadal śni sen o swojej wielkości, mimo, że otarł się o śmierć. Jak był, tak jest egocentrykiem. Być może nie zrozumiałam przesłania tego filmu, ale to nie zmienia faktu, że nie przemówił do mnie zupełnie.


Walter Mitty jest pracownikiem magazynu "Life", zajmuje się tam wywoływaniem zdjęć i przekazywaniem ich do publikacji. Praca jest dla cierpliwych i skupionych, nieśmiałych osób i taki wydaje się Walter. Lecz nasz główny bohater ma interesująca cechę, potraf w jednej chwili siłą swego umysły wytworzyć alternatywną wizję samego siebie. W tych wymyślonych wizjach jest zawsze odważny, bohaterski, aktywny. To jego alter ego jest jego zupełnym przeciwieństwem. W alternatywnym świecie dla Waltera nie ma żadnych przeszkód, zawsze wie co powiedzieć i jak się zachować, ponadto potrafi zdobyć kobietę swoich marzeń.

Walter w dzieciństwie marzył o dalekich wyprawach, a w życiu przyszło mu jedynie oglądać zdjęcia innych ludzi z takich wypraw. Gdy umiera jego ojciec, z którym planował wielką męską wyprawę, Walter postanawia porzucić swoje marzenie i pójść do pracy do popularnej sieci pizzerii. Na kolejne lata zapomina o swoim marzeniu, aż do czasu, gdy jego mama wyprowadza się z rodzinnego domu, a on odkrywa spakowany plecak gotowy do wyprawy. Jednak jeszcze nie jest gotowy na podróż swojego życia. Impulsem będzie zaginione zdjęcie, które musi trafić na pierwszą stronę ostatniego papierowego wydania magazynu "Life". Zdjęcie to zostało zrobione przez światowej sławy fotografa Seana O'Connella, którego Walter bardzo podziwia. Walter postanawia odszukać fotografa i poprosić o zdjęcie.

Walter jest zmuszony odszukać zaginioną fotografię. Czeka na nią niecierpliwie nowy szef, zarozumiały i nadęty, a przy tym arogancki i ograniczony - cóż nazwijmy to po imieniu - niedouczony palant, który został delegowany do przekształcenia gazety w portal internetowy. Jego zadaniem jest publikacja ostatniego papierowego wydania, a także zwalnianie ludzi. Myślę, że prawie każdy z nas miał do czynienia z osobnikiem tego pokroju. Jakimś cudem niedouczony, arogancki i służalczy osobnik trafia na stanowisko kierownicze, gdzie nie tylko nie zna się na powierzonych mu obowiązkach, ale na dodatek nie szanuje swoich pracowników. Temat rzeka. Walter miał właśnie pecha trafić na takiego kierownika, na tle którego nasz główny bohater wyróżnia się pozytywnymi cechami charakteru: empatią, profesjonalizmem w pracy oraz dostrzeganiem drugiego człowieka i jego szanowaniu.

Nie będę opowiadała Wam całej fabuły filmu. Nie chcę zdradzać, jak to się wszystko skończy. Podczas oglądania tego filmu miałam ogromną frajdę z obserwowania przemiany Waltera oraz podążanie wraz z nim w jego wyprawie. A ponadto ciekawiło mnie czy cierpliwa praca Waltera zostanie nagrodzona, czy Walter odnajdzie zdjęcie i jeszcze ważniejsze pytanie, które widza nurtuje przez cały czas, co takiego znajduje się na tym zdjęciu.

Film jest z 2013 roku, nie jest już zatem nowy, ale jeśli wpadnie Wam w ręce, to koniecznie go obejrzyjcie. Mnie się podobał :-)

niedziela, 14 września 2014

Nocna randka - jeśli chcesz się prawdziwie ubawić i uratować swoje małżeństwo

Nocna randka (tytuł oryginalny Date Nihgt), to film, który chciałam obejrzeć, jak tylko zobaczyłam plakat reklamowy, z ubłoconymi głównymi bohaterami w zniszczonych strojach i  hm... zbierałam się do tego trochę... film jest z 2010 roku, aż trudno mi w to uwierzyć, że czas tak szybko mija.

(źródło plakatu: tutaj)

Phil (Steve Carell) i Claire (Tina Fey) Foster to typowe małżeństw z przedmieść New Jersey. On księgowy, ona agentka nieruchomości, dwoje dzieci, dom na przedmieściach, sporadyczny seks, spotkania w klubie książki, dni po brzegi wypełnione obowiązkami, wyjście na randkę raz w tygodniu. Jak łatwo się domyślić ogniste uczucie dawno mają już za sobą, za to dni wypełnione rutynowymi zadaniami po brzegi. Wieczorami są tak zmęczeni, że nie mają ochoty nawet na seks, a nawet gdy mają to... szybko im ta ochota przechodzi.

Podczas cotygodniowych wypadów do tej samej restauracji, przy prawie niezmiennym menu, oddają się swojej ulubionej zabawie: obserwują pary przy stolikach i wkładają w ich usta śmieszne, niedorzeczne dialogi, co ich wciąż rozśmiesza i bawi.

Pewnego razu na spotkaniu klubu książki dowiadują się, każde z nich oddzielnie, że ich znajomi zamierzają się rozwieść. Oboje wpadają w lekką panikę i zaczynają się zastanawiać, czy w ich małżeństwie nie pojawiła się rutyna i nagle postanawiają coś zmienić. Na kolejną randkę ona ubiera się w piękną sukienkę, a on zabiera ją na kolację do modnej restauracji na Manhattanie. Ponieważ jest piątkowy wieczór, wszyscy chcą gdzieś wyjść, na drodze jest korek, a w restauracji należało zarezerwować stolik z miesięcznym wyprzedzeniem. Phil się nie poddaje, wchodzą do restauracji i czekają przy barze na wolny stolik. Gdy obsługa restauracji wywołuje jakąś parę, a ta para się nie zjawia, Phil spontanicznie wykrzykuje, że tą parą są oni i w ten sposób dostają stolik, pyszne drogie jedzenie, świetną atmosferę i... gangsterów (skorumpowanych policjantów) w gratisie! Od tej chwili zaczynają się ich poważne kłopoty, ale i najpiękniejsza noc w ich życiu. Ucieczka przed bandytami w opustoszałym nocnym Central Parku, dwukrotne włamanie, ucieczka przed policją i złoczyńcami, niebezpieczne lądowanie w rzece i wiele innych niebezpiecznych akcji. Nie dość, że dzięki nim policji udaje się złapać na gorącym uczynku skorumpowanego polityka, policjantów oraz poważnego przestępcę, to przede wszystkim odkrywają, że mogą na siebie liczyć, że wciąż są dla siebie ważni, że wciąż się kochają i chcą spędzić ze sobą resztę życia.

Film jest zabawny, sporo w nim śmiesznych sytuacji i komizmu słownego. Do tego dodać trzeba naprawdę dobrą aktorską grę głównych bohaterów. Świetna zabawa i salwy śmiechu gwarantowane. Do filmu na pewno jeszcze kiedyś wrócę, gdy będę potrzebowała dużej dawki śmiechu.


czwartek, 4 września 2014

W starym kinie: "Jadzia"

Cóż może robić "uziemiony" w domu człowiek z dostępem do Internetu? Nareszcie może oddać się swojej pasji oglądania filmów z cyklu "w starym kinie". A jeśli jest, tak jak ja, ogarnięty szaleńczą miłością do tych filmów, to na jednym nie poprzestaje i ogląda ich kilka. Te filmy to uczta dla duszy lubiącej stare polskie kino w najlepszym wydaniu. Zapraszam Was na kilka filmów z tamtego okresu: film "Jadzia", "Papa się żeni", "Sportowiec mimo woli", "Dwie Joasie".


Z wszystkich czterech filmów najbardziej podobał mi się obraz "Jadzia" z 1936 roku. To historia dwóch konkurujących ze sobą firm produkujących sprzęt sportowy. Firmę Malicz reprezentuje tytułowa Jadzia, zaś firmę Oksza - Jan, młody, przystojny i wykształcony syn właścicieli tej firmy. Jan Oksza za wszelką cenę chce namówić mistrzynię tenisa pannę Jadzię Jędruszewską do używania rakiety tenisowej marki Oksza, gdy tymczasem owa sportsmenka używa rakiety firmy Malicz. Gdy przybywa do jej klubu przez pomyłkę bierze Jadzię Malicz za Jadzię Jędruszewską, przy czym ta pierwsza nie robi niczego, aby wyprowadzić Jana z błędu. Od tej chwili następuję wiele nieporozumień i intryg, w których udział biorą wszyscy członkowie obu konkurujących ze sobą rodzin. Jak można się domyślić, wszystko kończy się dobrze, i na polu biznesowym i uczuciowym - firmy łączą kapitały, a głównych bohaterów łączy miłość.

Moją uwagę, jako osoby interesującej się różnymi formami marketingu, zwróciła świetna scena, w której tytułowa Jadzia zastosowała cross-selling w genialnym stylu. Starszy pan przyszedł kupić piłeczkę dla wnuka, a wyszedł z kajakiem, rakietami tenisowymi, strojem sportowym i całą masą innych rzeczy, a rzeczoną piłeczkę, po którą przyszedł otrzymał od uśmiechniętej sprzedawczyni w prezencie. Moim zdaniem ta scena jest wspaniałą lekcją cross-sellingu!

Cały film "Jadzia" do obejrzenia na stronie: https://www.youtube.com/watch?v=4vpqiDm9mKs

Linki do pozostałych filmów, które oczywiście też polecam:

"Papa się żeni": http://www.youtube.com/watch?v=LUmsgro371k

"Sportowiec mimo woli": https://www.youtube.com/watch?v=upT574ECCGA

"Dwie Joasie": http://www.youtube.com/watch?v=nnqXI2dEWQU

Więcej informacji o wszystkich filmach znajdziecie na stronie: http://filmpolski.pl. Polecam tę stronę, jako skarbnicę wiedzy o polskich filmach, tych dawnych i całkiem współczesnych.

środa, 4 czerwca 2014

Idziemy do kina: "Powiem Ci wszystko"

Fraszka otrzymała zaproszenie na przedpremierowy pokaz filmu "Powiem Ci wszystko" i zastanawiała się, czy oglądanie tego filmu nie będzie stratą czasu. Nie miała bowiem ochoty na taki temat zwłaszcza w kontekście ostatniej Eurowizji i jej zwycięzcy: "kobiety z brodą".

(źródło: http://www.filmweb.pl/film/Powiem+ci+wszystko-2013-654727)

Czy kontrowersyjny temat, jakim jest zmiana płci można przedstawić bez skandalu, spokojnie, wręcz po reportersku? Otóż można - film "Powiem Ci wszystko" pokazuje zwyczajne życie mężczyzny, który zmienił płeć. Nie jest ono łatwe. Trudności w znalezieniu pracy odpowiadającej kwalifikacjom, kiepskie stosunki z córką, brak miłości. Jest tego trochę do udźwignięcia na barkach jednego człowieka. Jednego można pozazdrościć Maarit, a mianowicie tego, że od chwili zmiany płci, jest ona absolutnie szczera i nie robi niczego wbrew sobie. Walczyła dostatecznie długo, aby nie żyć ze swoimi pragnieniami w cieniu, w zakłamaniu, dlatego nie chce już tak żyć i zawsze mówi prawdę, o tym kim jest i o tym czego pragnie. To w jej położeniu, zaskakująco, okazuje się dobrą strategią. Udaje się jej zdobyć miłość mężczyzny, co prawda na chwilę, ale jednak daje jej to poczucie, że marzenia mogą się spełnić. Odzyskuje miłość i szacunek córki, co jest dla niej najważniejsze oraz zdobywa pracę zgodnie ze sowimi kwalifikacjami. I to wszystko przez bycie sobą, przez szczerość i prawdomówność.

Jest w tym filmie poruszonych więcej kontrowersyjnych i bardzo współczesnych problemów, jak: wychowanie seksualne młodzieży, tolerancja dla inności, zdrada małżeńska, wyobcowanie nastolatków, molestowanie dzieci przez własnych rodziców, samobójcza śmierć nastolatka.

Fraszka bała się trochę, czy film ten nie będzie skandalizujący, bo na takie kino nie miała ochoty. A w tym filmie zaskakująco prawdziwie zostało pokazane życie człowieka, który walczył o bycie sobą, o bycie szczęśliwym. Ma do tego prawo każdy. Film "Powiem Ci wszystko" to interesujące i pouczające studium przypadku o odwadze bycia sobą, co czasem i dziś nie jest łatwe, bez takich komplikacji, jakie miała bohaterka tego filmu. Fraszka poleca wam ten film, dlatego nie zdradza za bardzo fabuły. Film wyświetlany jest w kinach studyjnych.


sobota, 4 stycznia 2014

Filmy i sztuki teatralne obejrzane w 2013 roku

Przełom każdego roku skłania do wszelkich podsumowań i robienia planów i postanowień na nowy rok. I choć psychologowie odradzają robienie noworocznych postanowień, bo ponoć rodzą tylko frustracje, to Fraszka lubi robić takie postanowienia oraz rzecz jasna podsumowania. Tu lista prawie wszystkich (kilku na pewno nie zapisała, a pamięć zwodnicza) filmów, jakie obejrzała w minionym roku.


Kilka z nich było marnych i nie wartych czasu, ale są też takie, które mocno zapadły w pamięć, jak np. Nietykalni - genialny film, bardzo pozytywny; Incepcja - intrygujący i niepokojący; Życie Pi - świetny i dający do myślenia; Młode wino i Dwa młode wina - czeskie filmy zawsze rozbawiają Fraszkę; Sala samobójców - ciężki i przerażający, że coś takiego może stać się z twoimi bliskimi; Hotel Marigold - pozytywny i dający nadzieję, że w jesieni życia można odnaleźć i miłość i przyjaźń i nowe miejsce na życie; Dziewczyna z Linią - choć przygnębiający, to jednak świetny; Kuzyni - niezmiernie pozytywny i zabawny hiszpański film; Tryptyk: Przed wschodem słońca, Przed zachodem słońca, Po północy - warty obejrzenia z uwagi na ciekawy pomysł na film, którym jest konwersacja kobiety i mężczyzny na przestrzeni kilkudziesięciu lat; Być jak Kazimierz Deyna - to podróż do dzieciństwa i bardzo pozytywny film; Wimbledon - najlepsza komedia romantyczna według Fraszki, ze sportem w tle lub odwrotnie, film o sporcie z miłością w tel - i świetne przesłanie - myśl głównego bohatera: "Myślałem, że gdy przestanę grać w tenisa, to moje życie się skończy, ale, co zaskakujące, ono właśnie wtedy na dobre się rozpoczęło."


  1. Angielski pacjent (d)
  2. Niania w Nowym Yorku (d)
  3. Drzewo życia (d)
  4. Jeszcze dłuższe zaręczyny (d)
  5. Człowiek, który gapił się na kozy (d)
  6. Atlas chmur (d)
  7. Anna Karenina (k)
  8. Manewry miłosne* (d)
  9. Paweł i Gaweł (i)
  10. O miłości i innych demonach (d)
  11. Zakochani w Rzymie (d)
  12. Made of honor (d)
  13. Jak stracić chłopaka w 10 dni (tv)
  14. Życie Pi (d)
  15. Spadkobiercy (d)
  16. Daję nam rok (k)
  17. I love you (t)
  18. Nietykalni (d)
  19. Incepcja (tv)
  20. Była sobie dziewczyna (d)
  21. Tylko sex (d)
  22. Dwa młode wina (i)
  23. Młode wino (i)
  24. Ironman 1 (tv)
  25. Kochankowie z Księżyca (d)
  26. Imagine (k)
  27. Ironman 2 (tv)
  28. Ada. To nie wypada! (i)
  29. Możesz nie pocałować panny młodej (d)
  30. Odrobina Nieba (d)
  31. Początek miłości (d)
  32. Blue Valentine (d)
  33. Sala samobójców (tv)
  34. Wszystko, co kocham (tv)
  35. Love (d)
  36. Duma i uprzedzenie (d)
  37. Duma i uprzedzenie BBC (d)
  38. Perswazje (d)
  39. Café pod Minogą (kino pod chmurką)
  40. Hotel Marigold (d)
  41. Dziewczyna z Lilią (k)
  42. Każdemu wolno kochać (kino pod chmurką)
  43. Kobiety z 6 piętra (d)
  44. Kuzyni (i)
  45. The Oranges (d)
  46. Przed wschodem słońca (d)
  47. Przed zachodem słońca (d)
  48. Przed północą (d)
  49. Koncert Meli Koteluk (kon)
  50. Czas na miłość (k)
  51. Hobbit (d)
  52. Miłosne turbulencje (i)
  53. Mamma Mia (tv)
  54. Single i remiksy (t)
  55. Koncert Ani Dąbrowskiej (kon)
  56. Ciotka Karola 3.0 (t)
  57. Udręka życia (teatr tv)
  58. Elizabethtown (tv)
  59. Tamara i mężczyźni (d)
  60. Oszukane (d)
  61. Być jak Kazimierz Deyna (d)
  62. Wimbledon (tv)
(k-kino); (d-dvd); (t – teatr); (kon-koncert); (tv-telewizja); (i-internet)


Filmy i sztuki podlinkowane zostały przez Fraszkę zrecenzowane na jej blogu.


niedziela, 20 października 2013

about Time

about Tmie, to oryginalny tytuł filmu, który jakiś czas temu był na ekranach kin - polski tytuł to "Czas na miłość". Na film ten Fraszka wybierała się od dnia premiery, ale dopiero niedawno udało się w końcu go obejrzeć. I bardzo dobrze, że to w czas jesieni, gdy uczucie wypoczynku po urlopie już dawno jest zatartym wspomnieniem, gdy coraz krótsze dni zaczynają przygnębiać, a coraz niższa temperatura każe kulić się pod wielkim szalem i czapką, pojawia się ten obraz. Dlaczego? Otóż dlatego, że, moim zdaniem, pokazuje esencję życia - carpe diem, czyli czystą radość z każdego dnia!


Film ten można odczytać jako prostą historię miłosną, jako komedię romantyczną, jakich wiele. I choć po motyw podróży w czasie reżyserowie sięgają w kinie dość często (In Time, The Time Traveler's Wife, Efekt motyla, Powrót do przyszłości, Wehikuł czasu i oczywiście Terminator (1,2,3) i wiele wiele innych), to w tym filmie nie chodzi o ratowanie świata od katastrof, wyścig z czasem, walkę dobra ze złem, ale o znalezienie własnego osobistego szczęścia.

Główny bohater, 21-letni Tim (grany przez Domhnalla Gleesona) dowiaduje się od swego ojca (postać grana przez Billa Nighy - rewelacyjny w tej roli), że mężczyźni w jego rodzinie potrafią podróżować w czasie. W pierwszej chwili Tim nie wierzy, ale dla świętego spokoju obiecuje ojcu spróbować. Owa nieprawdopodobna rzecz, jaką jest podróżowanie w czasie, odbywa się bardzo prosto - wystarczy wejść do ciemnego małego pomieszczenia, np. szafy, zacisnąć pięści, wyobrazić sobie moment w swoim życiu, do którego chce się przenieść i gotowe. Tim nie może dowolnie podróżować w czasie, toteż, jak żałuje jego ojciec "nie możesz zabić Hitlera przed wybuchem wojny, ani bzyknąć Heleny Trojańskiej". Za to może wracać wielokrotnie do momentów swego życia i dowolnie je zmieniać. Nie bez konsekwencji jednak, czasem jedna mała zmiana wywołuje lawinę innych, niekoniecznie korzystnych zmian. Głównym celem, jaki sobie stawia młody chłopak, jest zdobycie dziewczyny... bo skoro nie może zbawić świata, to postanawia uczynić choć jedną jego jednostkę, czyli siebie - szczęśliwszą. I zabiera się do tego z entuzjazmem i zmienia już jedno wydarzenie z poprzedniego dnia - tym razem nie waha się pocałować dziewczyny podczas wieczoru sylwestrowego.

W życiu Tima wszystko zaczyna się układać, gdy spotyka miłość swojego życia (Rachel McAdams). Aby ją zdobyć, zmienia kilka zdarzeń. I musi sporo się nagłowić, jak ją w końcu zdobyć. Jednak nie zawsze zmiana przeszłości wychodzi na dobre. Nie udaje się mu ochronić swojej siostry przed popełnieniem jej własnych błędów. Tim doświadcza także, że nie może cofnąć się do wydarzeń sprzed urodzenia się jego dzieci, bo w wyniku takich zmian rodzą się inne dzieci. Czy ktoś wyobraża sobie, aby zamienić swoją trzyletnią roześmianą jasnowłosą córeczkę na płaczącego ciemnowłosego chłopca? Tim otrzymuje od losu kilka lekcji, ale też ma szansę, jak nikt inny zmieniać rzeczywistość. Nie zawsze potrzebne są wielkie zmiany, czasem wystarczy uśmiech do drugiej osoby, czasem potraktowanie kogoś lepiej niż zamierzaliśmy. Drobne gesty czasem znaczą więcej niż te duże.

To, co Fraszkę urzekło w tym filmie, to prosta prawda - każdy dzień przeżyj jak najlepiej potrafisz, dostrzeż w nim momenty śmieszne, wzruszające i magiczne, zachwyć się drobiazgiem. My niestety, tak jak główny bohater, nie mamy możliwości przeżyć każdego dnia dwukrotnie, ale możemy choć na kilka sekund zatrzymać się i zachwycić obecną jesienią - wyzłoconą aleją drzew, błękitem nieba tak bardzo przypominającym to letnie niebo, niespodziewanym przebłyskiem słońca, gdy na słońce nie było już nadziei, itp. Odrobina uważności i zatrzymania, gdy czas galopuje jak szalony. Tak niewiele, jak choćby zachwyt głównego bohatera w budynku sądu, którym pędzi wraz kolegą na kolejną rozprawę.

Warto ten film obejrzeć także dla tych kilku scen nad morzem, scen niezmiennych rodzinnych rytuałów oraz zabawnych, jak np. próby uratowania przed klapą sztuki dramaturga - przyjaciela ojca Tima, czy sceny przemowy drużby, a raczej kilku kolejnych, bo każdy następny wypadał gorzej od poprzedniego.

Film i bawi i wzrusza, oczarowuje magią, i Fraszka poleca go bardzo, bardzo, bardzo gorąco!

czwartek, 25 lipca 2013

"Każdemu wolno kochać, bo się kocha sercem, a każdy je ma"

W ramach akcji Stowarzyszenia "Gwara Warszawska" i Galerii Jabłkowskich Fraszka jakiś czas temu oglądała film "Cafe pod Minogą" w ramach cyklu „Filmy ze starą Warszawą w tle”. W ubiegłą sobotę w ramach tego samego cyklu można było obejrzeć przedwojenny film z 1933 roku „Każdemu wolno kochać”. Fraszka uwielbia przedwojenne filmy i z przyjemnością wybrała się ponownie na Chmielną 21, by wraz z innymi pasjonatami starych filmów wspólnie się bawić.

Jeśli ktoś chciałby obejrzeć film, bo przegapił imprezę, cały można znaleźć bez problemów na Youtube:
https://www.youtube.com/watch?v=CvjvXnHcBAA

Kolejne filmy w ramach tego cyklu odbędą się:
  • 3 sierpnia (sobota) - 21:00 "Epidemia miłości" (2009)
  • 17 sierpnia (sobota) - 21:00 "Szkice Warszawskie" (1970)

"Każdemu wolno kochać" to historia zakazanej miłości biednego muzyka Alojzego Kędziorka i posażnej panny Reni Sagankiewicz, zaręczonej z bogatym ziemianinem Maciejem Baleronem. Renia kocha się w Alojzym, Alojzy w Reni, jednak miłość, choć odwzajemniona, nie przynosi zakochanym szczęścia, gdyż rodzice Reni kategorycznie sprzeciwiają się takiemu związkowi. Córka nie ma do powiedzenia wiele, to nie te czasy, gdy kobiety mogą decydować o sobie i wybierać męża samodzielnie. Alojzy ma przyjaciela Hipka (kapitalna gra Adolfa Dymszy), który ratuje go z kolejnych tarapatów: "przegania" komornika, załatwia zaproszenie na przyjęcie zaręczynowe Reni, w końcu sprzedaje jego piosenkę, która staje się przebojem i przynosi upragnione pieniądze. Alojzy to typowy artysta, żyje marzeniami, uczuciami i swoją muzyką, gdyby nie Hipek, nie udałoby mu się zdobyć ręki ukochanej i przychylności jej rodziców. Muzyk wciąż popada w tarapaty, tzn. w finansowych już jest, bo ma na głowie komornika, a przydarza mu się rzecz absurdalna, gdy podążając za ukochaną na wieś, trafia do szpitala psychiatrycznego w Wygłupinie, jako jego pacjent.

W tym czasie w Warszawie Hipek wraz z pokojówką Lodzią (Mira Zimińska) państwa Sagankiewiczów "rozkręcają biznes". Hiperk sprzedał piosenkę Kędziorka do teatru i został uznany za jej twórcę, Lodzia sprzedaje słodkości widzom, którzy przybywają na teatralne rewie, przy czym świetnie się bawią, a widzowie filmu wraz z nimi. Muzykowi Alojzemu, gdy dowiaduje się, że jego piosenka stała się znanym szlagierem, udaje się uciec ze szpitala i przybyć na przedstawienie, na którym na być ujawniony autor i kompozytor piosenki "Każdemu wolno kochać". Wszystko oczywiście kończy się jak najlepiej dla zakochanych, rodzice Reni w końcu zgadzają się na Alojzego, jako godnego, bo już bogatego, męża dla ich córki.


Niekwestionowaną wartością filmu jest kapitalna gra Adolfa Dymszy i Miry Zimińskiej. Warto wsłuchać się także w język aktorów - "warsiaski klimacik" słychać zwłaszcza w mowie Hipka. Takie teksty jak: "gdyby mistrzunio nie był taki frajer, to już by dawno się tam wtranżolił", "brak elementarnego wychowani połączone z chamstwem", "coś ty powiedział, ty łachudro w dziąsło szarpana" i wiele, wiele innych. Z nieukrywaną radością Fraszka zauważyła, że każda osoba oglądająca ten film miała cały czas uśmiech na twarzy.

Po projekcji filmu przeprowadzony został konkurs: pokazane zostały 3 sceny i trzeba było przypomnieć sobie, co w tych scenach mówili aktorzy. Po rozstrzygnięciu konkursu zagrała warszawska kapela, do muzyki której można było zatańczyć, do czego zachęcali organizatorzy wszystkich obecnych :-)

wtorek, 23 lipca 2013

"Hotel Marigold" - film na wskroś pozytywny

Fraszka bardzo lubi filmy podnoszące na duchu, pozytywne po prostu. Jest takich wiele. Ostatnio oglądała zabawny, wzruszający i poruszający film. "Hotel Marigold" to historia grupki przypadkowych osób, którzy w jesieni życia, z różnych powodów, postanawiają przenieść się do Indii, do "domu spokojnej starości" o nazwie Hotel Marigold. Wśród tych osób znajduje się sędzia, który zakończył karierę (Tom Wilkinson), emerytowana gosposia na wózku inwalidzkim, prowadzącą domy bogatych ludzi (Maggie Smith), wdowa, szukająca bogatego wdowca (grana przez Celia Imrie), niedobrane małżeństwo, on energiczny optymista, ona zrzędząca histeryczka (Penelope Wilton i Ronald Pickup) oraz starsza pani, która niedawno straciła męża (Judi Dench) i staruszek z niezwykłym poczuciem humoru (Bill Nighy). Już te nazwiska powinny niejednego kinomana przykuć do ekranu. Trzeba przyznać, ze gra aktorów w tym filmie jest wyśmienita. To Fraszka właśnie lubi w kinie brytyjskim najbardziej :-)


Grupa brytyjskich emerytów myśli, że trafi do przyjemnego miejsca, gdzie w spokoju spędzi ostatnie lata swojego życia. Jednak spokoju nie dane jest im zaznać, a to za sprawą energicznego młodego właściciela hotelu, który nie do końca radzi sobie z tym przedsięwzięciem. Ma marzenia i plany co do hotelu, ale nie potrafi przekonać do nich ani swojej dziewczyny, ani tym bardziej swojej matki.

Starsi ludzie czują się zawiedzeni tym, co ukazuje się ich oczom po przyjeździe do hotelu. Nic nie przypomina egotycznego cudu z reklamowego folderu. Indie są hałaśliwe, brudne i biedne. Widzą je tak, Ci, którzy chcą je takimi widzieć. Jednocześnie są barwne, radosne i pełne nadziei, dla tych, którzy "chwytają dzień" i przystosowują się do panujących tam warunków.

W każdym z hotelowych gości, dokonuje się przemiana. I jest to zmiana na lepsze. Sędzia odnajduje dawnego kochanka i odzyskuje spokój, gdy całe życie zamartwiał się, że złamał wiele lat temu młodemu chłopcu życie. Zrzędliwa staruszka na wózku, dostrzega, że sama będąc w potrzebie może jeszcze pomóc innym i co ważniejsze, sprawia jej to radość. Małżeństwo rozpada się z korzyścią dla obojga małżonków. Wdowa znajduje pracę, która ją  bardzo cieszy, bo nigdy pracować nie było jej dane. Straszy pan poszukujący miłości, w końcu ją odnajduje, a polująca na bogatego męża kobieta, choć nie udaje jej się go znaleźć, nie traci nadziei, a chwilowa porażka w tej materii uczy ją pokory. Do tego cały czas jesteśmy świadkami romansu młodego właściciela hotelu i jego pięknej dziewczyny oraz braku aprobaty dla tego związku matki młodego Hindusa.

W tym filmie jest radość i smutek, jest porażka i nadzieja, jest nowa miłość i śmierć. Jest wszystko, co może i mieści w sobie życie człowieka. A przy tym, nawet jeśli zahacza o banał, to jest pokrzepiający i bardzo optymistyczny. Ponadto "odkrywa" prawdę, którą tak łatwo przeoczyć, gdy dopadają nas problemy, cierpienie czy trudności, że życie zawsze toczy się tu i teraz, i należy czerpać z niego pełną garścią, cieszyć się tym, co mamy, bo dopóki istniejemy, możemy wszystko. Nawet w jesieni życia można na nowo odkryć radość z pracy, miłości i przyjaźni.

poniedziałek, 15 lipca 2013

"Dziewczyna z lilią" - film inny niż wszystkie

"Dziewczyna z lilią" to nie romantyczna komedia, choć o miłości jest także. Głównego bohatera Colina poznajemy przy śniadaniu, które serwuje mu Nicolas - jego prawnik, przyjaciel, osobisty kucharz i asystent w jednej osobie. Colin jest wynalazcą, bogatym, co nie jest bez znaczenia dla jego "przyjaciela" Chicka. Od owego pamiętnego śniadania, życie Colina zmieni się w kierunku, jakiego ani sobie nie życzył, ani nie przewidział. Chick opowiada o swojej zbliżającej się randce, a Colin usłyszawszy to, oświadcza, że także chce poznać dziewczynę. Razem z Nicolasem i Chickiem wybierają się na tańce, gdzie Colin poznaje piękną Cloe. Colin i Cloe zakochują się w sobie i wkrótce biorą ślub. Podczas podróży poślubnej Cloe zaczyna źle się czuć. Po powrocie do domu, okazuje się, że jest chora. Ma w płucach lilię, która rozrasta się i zagraża życiu dziewczyny. Co stanie się z dostatnim życiem Colina? Czy Cloe wyzdrowieje? Czy ich wspólna miłość przetrwa? Czy przyjaciele zostaną? Na te wszystkie pytania znajdziecie odpowiedź, gdy wybierzecie się na ten film do kina, najlepiej małego, jak Fraszka, która obejrzała ten film w Kinie Kultura (Rejs) na Krakowskim Przedmieściu.


Fraszka przejrzała kilka recenzji tego filmu i wszystkie skupiły się na niekonwencjonalnym, surrealistycznym sposobie pokazania fabuły. Owszem jest inny niż wszystko, co do tej pory Fraszka widziała. W filmie "Anna Karenina" były małe zaczątki takiego stylu. W "Dziewczynie z lilią" można poczuć się, jak na ożywionym obrazie Salwadora Dali: sprzęty żyją własnym życiem, jak np. uciekający dzwonek do drzwi, pianino serwujące drinki, ożywione buty Colina, zdradzające własny charakter, ciągle zmieniająca się sceneria, itp. Owszem nie jest to proste w odbiorze kino, ale ogrom szczegółów, wcale nie przeszkadza zobaczyć o czym opowiada ten film.

Nikt, w przeczytanych przez Fraszkę recenzji, nie wspomniał o czym jest tak naprawdę ten film. A jest to jedna wielka metafora współczesnego życia. Metafora rozciągnięta na wiele aspektów współczesnego życia. Dotyka takich tematów jak: miłość, przyjaźń, konsumpcjonizm, kapitalizm, kościół, służba zdrowia, praca, bezrobocie, choroba, umieranie, uzależnienia, pseudoprzyjaźń, porzucenie, wykorzystywanie, ślub, a raczej jego farsa. Znalazłaby się pewnie jeszcze więcej. To nie jest łatwy i przyjemny film w odbiorze, wbija w fotel i każe przemyśleć kilka spraw. Wprowadza też w stan przygnębienia, gdyż jedyną pozytywną postacią tego obrazu jest Nicolas i jego wierna przyjaźń. Wszystkie inne wartości nie ostają się: Colin zdradza chorą Cloe, Chick okrada Colina, lekarz Cloe wykazuje odrobinę przyzwoitości i oddaje część pieniędzy Colinowi, gdyż pomylił się w diagnozie, ale nie bierze odpowiedzialności za swoje błędne decyzje, kościół odwraca się od Colina, który nie ma pieniędzy na mszę. I tylko Nicolas pozostaje wierny przyjaźni i wspiera Colina i Cloe do końca dni Cloe, mino, że Colin odprawia Nicolasa, bo już go na niego nie stać. W tym świecie rządzi pieniądz. Człowiek jest tylko małą śrubką, którą w machinie kapitalizmu można i trzeba zastąpić nową, gdy poprzednia się zużyje.

Owszem, jest to film inny niż wszystkie za sprawą obrazu, jakim operuje, ale jednocześnie jest to film o tym, o czym ludzkość rozmyśla od zawsze, o sile miłości, przyjaźni, o granicach, których przekroczenie zabija w nas człowieczeństwo, o absurdach, które towarzyszą nam każdego dnia w każdej epoce i zapewne będą z nami do końca świata. Fraszka poleca ten film każdemu, i choć wprawia w zadumę, a nawet lekkie przygnębienie, to jednak od czasu do czasu warto i takich uczuć doświadczyć.

poniedziałek, 8 lipca 2013

"Cafe pod Minogą" - z cyklu "filmy o starej Warszawie"

O miłości do starych filmów Fraszka pisała już na tym blogu: "W starym kinie" i "Nie kochać w taką noc..." :-) W ubiegły piątek - 5 lipca Fraszka wybrała się z przyjaciółmi na film "Cafe pod Minogą" (wg powieści Wiecha). Pogoda dopisało, więc oglądanie filmu "pod chmurką" było wielką przyjemnością. Film zainaugurował cykl "filmy ze starą Warszawą w tle". Więcej informacji o cyklu poniżej:
(źródło: http://reporter.pl/a/?id=3458-Plenerowe-Kino-pod-Minoga-w-Galerii-Jablkowskich)

„Stowarzyszenie Gwara Warszawska i Galeria Jabłkowskich zapraszają do wakacyjnego, plenerowego "Kina pod Minogą", gdzie będzie można bezpłatnie obejrzeć cykl filmowy ze starą Warszawą w tle. W ramach wydarzenia zostaną zaprezentowane filmy, które przybliżą warszawski folklor, kulturę i gwarę - jednym słowem filmy z "warsiaskiem sznytem"! Poza filmami będzie można skosztować warszawskich przysmaków, potańczyć przy dźwiękach warszawskich szlagierów, spotkać się z autorami książek i filmów oraz wziąć udział w mini-warsztatach gwary. Kino będzie działać w Galerii Jabłkowskich - to podwórko przy ul. Chmielnej 21.
  • 5 lipca (piątek) - 21:00 - Cafe pod Minogą (1959 r.) - pokaz filmu już się odbył
  • 20 lipca (sobota) - 21:00 - Każdemu wolno kochać (1933 r.)
  • 3 sierpnia (sobota) - 21:00 - Epidemia miłości (2009)
  • 17 sierpnia (sobota) - 21:00 - Szkice Warszawskie (1970)”
Jeśli ktoś przegapił to wydarzenie, cały film może obejrzeć tu:


Fraszka nie będzie opowiadać fabuły, ten film warto obejrzeć nie dla fabuły tylko, ale zwłaszcza dla języka, specyficznej warszawskiej gwary i humoru. Trzeba przyznać, że dawno już nie uśmiała się tak na żadnym filmie. Następny film z tego cyklu Fraszka obejrzy także z przyjemnością, zwłaszcza, że to film przedwojenny.


środa, 22 maja 2013

Fraszka & Movies

Fraszka od zawsze przedkładała książki nad filmy, ale od pewnego czasu owładnęła nią magia kina... i trwa!
Tytuły filmów, które obejrzała zaczęła zapisywać od 2007 roku, zebrała się niezła kompania: 250 filmów. Ciekawe ile Fraszka obejrzała filmów w ogóle. Oczywiście nie ilość, ale jakość się liczy. Choć czasem trudno jest ocenić nawet po zwiastunie, czy film nie będzie stratą czasu.

Hmm... 250 filmów, załóżmy, że średnio film trwa 90 minut, to daje 22500 minut, co daje 375 godzin, co daje 15,6 dni! WOW! Pół miesiąca nie przerwanego oglądania filmów ;-)


Fraszka nie przepada za horrorami i thrillerami. Za to lubi dobre kino akcji, melodramaty, komedie romantyczne i filmy kostiumowe.

wtorek, 30 kwietnia 2013

Nie kochać w taką noc to grzech...

Fraszka o słabości do starych filmów już pisała na tym blogu. Tym razem z nieskrywaną przyjemnością obejrzała film "Ada! To nie wypada" z 1936 roku. (Więcej o filmie tj. aktorzy, słowa piosenek, na stronie:
http://www.filmpolski.pl/fp/index.php/22461) A tytuł posta "Nie kochać w taką noc to grzech", to tytuł jednej z piosenek z tego filmu:



Ada, sprawczyni niejednej psoty i jeszcze większej liczby figli, przyspaża swojemu papci wiele kłopotów. Papcio (Antoni Fertner) kocha jedynaczkę, ale ma jej już serdecznie dość, więc planuje jej zamążpójście. Wybrankiem ma być hrabia Fred Orzelski, którego Ada jeszcze nie zna. Jednocześnie wysyła nieznośną córkę do szkoły z internatem dla hrabianek, aby tam nabrania dobrych manier i ogłady.

Fred nie zdradza nadmiernego zapału do żeniaczki i na zwiady do internatu wysyła swego ojca. Ada widząć podstarzałego amanta zachowuje się okropnie, wyrzuca kwiaty, objada się czekoladkami i ucieka sprzed oblicza zatrworzonego ojca przyszłego pana młodego.

Ada wykazuje się niezwykłym talentem do muzyki i śpiewu, dzięki czemu szybko staje się pupilką nauczyciela od muzyki, niejakiego Bemola kompozytora operetkowego. Z zapałem ćwiczą więc wszystkie jego kompozycje, Ada bardzo chciałabym obejrzeć tę operetkę w teatrze. Z pomocą przychodzi znajomy Bemola, który odprowadza panienkę do hotelu do niby chorego ojca, a w rzeczywistości do teatru. Na miejscu okazuje się, że primadonna, która miała zagrać główną rolę, zaniemogła i Ada, znająca wszystkie partie, ma ją zastąpić. Oczywiście wypada świetnie. Na sali w jednej z lóż znjaduje się Fred z przyjaciółmi i z miejsca zakochuje się w pięknej młodej śpiewaczce. Gdy nie może dostać się do jej garderoby, aby złożyć gratulacje, porywa dziewczynę sprzed teatralnych drzwi i uwozi na bal. Tam młodzi zakochują się w sobie.

W tym czasie ojciec Freda depeszuje do ojca Ady, że małżeństwo nie dojdzie do skutku. Zaniepokojony Antoni Fertner przyjeżdża do Freda, aby wyjaśnić całe zamieszanie. Fred zaprasza Antoniego do teatru, gdzie chce mu pokazać śpiewaczkę, w której się zakochał, aby udobruchać przyjaciela swego ojca. Ada również udaje się do teatru, gdyż kolejnego wieczoru musi zastąpić wciąż niedomagającą primadonnę. Ojciec Freda także zmierza za Adą, którą śledził wpost do teatru, gdzie podaje się za prasę. Jak łatwo się domyślić całe towarzystwo spotyka się w tearze, gdzie wszystko się wyjaśnia i szczęśliwie kończy.

Rolę Ady grała Loda Niemirzanka, Freda - zagrał rewelacyjny Aleksander Żabczyński, primadonną była niezrównana Mira Zimińska.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Imagine

Wyobraźnia ludzka nie zna granic - tak się zwykło mawiać! Ale jak to powiedzenie zastosować do osób niewidomych, czy niesłyszących, albo takich, które nigdy nie chodziły i nie biegały na własnych nogach?
Film IMAGINE próbuje wskazać, jak tego dokonać i wbrew pozorom, te wskazówki są cenne nie tylko dla osób niewidomych, ale także dla osób, które patrzą, ale nie widzą.



Imagine to historia niewidomego nauczyciela Iana, który przyjeżdża do ośrodka dla osób niewidomych. Jego zadaniem jest nauka wychowanków ośrodka, głównie dzieci, radzenia sobie z własnymi ograniczeniami. Pokazuje im swoją autorską metodę echolokacji, jak umiejscowiać w przestrzeni obiekty i jak unikać zderzania się z nimi. Zamknięte za klasztornym murem dzieci, a zwłaszcza dorosła już kobieta Eva, która schroniła się tu przed światem i własną niepełnosprawnością, są stęsknione kontaktu z realnym światem.  Choć metoda Iana nie jest idealna, świadczą o tym liczne rany na ciele nauczyciela, to właśnie Ian otworzył swoich wychowanków na nowe doświadczenia, a przede wszystkim pozwolił im uwierzyć, że mogą więcej niż im się wydaje. Potrzebna jest do tego wiara i wyobraźnia. I choć ostatecznie kontrowersyjny nauczyciel zostaje wydalony z ośrodka, widzowie mają przekonanie, że zarządzający nim ludzie nie robią wszystkiego, co mogliby zrobić dla osób niewidomych.

Film jest piękny, za sprawą pełni lata w urokliwej Lizbonie. Również dzięki pokazaniu wąskich uliczek, kawiarenek przycupniętych tuż na rogu uliczki, którą pod górę pnie się tramwaj oraz towarzyszącej temu wszystkiemu muzyce. Docenia się te krajobrazy zwłaszcza po tak długiej zimie i chciało by się w magiczny sposób tam znaleźć. Tyle, że temat poruszany w filmie, nie jest już taki lekki i przyjemny. W codziennym życiu uciekamy od trudnych pytań, a tym bardziej od tematów, które zwykło się uważać za tabu: niepełnosprawność, śmierć, choroba. Na szczęście reżyser ten trudny temat potrafił pokazać i zabawnie i poważnie, dzięki czemu widz wychodzi z filmu z uczuciem prawdziwego katharsis. Z jednej strony jest głęboko wzruszony światem osób niewidomych, którego doświadczył w małej dawce, ale jednak doświadczył - lęk o bohaterów spacerujących nabrzeżem był jak najbardziej autentyczny. Z drugiej strony opuszcza kinową salę z poczuciem głębokiej ulgi, że on ten świat może oglądać - może zwać się szczęściarzem i tym bardziej docenić jego uroki. Wychodzi się z kina wręcz z postanowieniem smakowania życia w pełni i pełnymi garściami - tak było w przypadku Fraszki.

Fraszka gorąco poleca ten film każdemu.