niedziela, 9 lipca 2017

Wiesława Bancarzewska "Zapiski z Annopola", "Noc nad Samborzewem"

Dwie kolejne części opowieści o Ance Duszkowskiej przeczytałam niemal jednym tchem. Jeszcze całkiem niedawno stroniłam od historii o II wojnie światowej. Nie oglądałam ani filmów o tej tematyce i nie czytałam książek - po prostu bałam się, że powrócą koszmary z dzieciństwa, kiedy bardzo bałam się wojny. Jakiś czas temu jednak obejrzałam serial "Wojenne dziewczyny" i coś się we mnie zmieniło. Nadal boję się wojny, ale wydaje mi się, że to nasz obowiązek pamiętać o niej i nigdy do niej nie dopuścić. To straszne zło. Tyle niewinnych ludzi zginęło, często dla głupiego kaprysu pijanego Niemca - taki przykład jest podany w ostatniej części opowieści o życiu Anki Duszkowskiej "Noc nad Samborzewem". W 1939 roku w inowrocławskim więzieniu pijany nazista, który wcześniej był na polowaniu, postanowił zapolować na jeszcze inną "zwierzynę" - dla kaprysu rozstrzelał wielu więźniów. Była to straszna masakra. Takie zdarzenie naprawdę miało miejsce w 1939 roku, znane pod nazwą "krwawa niedziela w Inowrocławiu".


Więcej na Fraszka&Books: Wiesława Bancarzewska "Zapiski z Annopola", "Noc nad Samborzewem"

czwartek, 29 czerwca 2017

Warszawskie wieżowce

Dla kontrastu z poprzednim postem, który prezentował wieś, teraz będzie miasto. Mimo, że mam lęk wysokości, to bardzo lubię oglądać świat z wysoka. Fascynują mnie też wieżowce, lubię z nich oglądać otaczający świat. Niestety nie mam do tego wielu sposobności. Z dołu wieżowce też wyglądają bardzo sympatycznie, od jakiegoś czasu robiłam im zdjęcia i nazbierało ich się trochę.














wtorek, 20 czerwca 2017

Mazurski czerwcowy zachód słońca

Kiedyś jeden fotograf przyrody powiedział mi, że swoje najlepsze zdjęcia zrobił, jak to się wyraził "za płotem". Moje najlepsze nie są, ale zrobiłam je podobnie, bo z własnego podwórka - wyjrzałam przez okno i zobaczyłam ten piękny spektakl, niewiele myśląc złapałam, co było pod ręką, czyli telefon i pognałam cykać fotki - zachód słońca trwa na prawdę tylko chwilę, piękną chwilę. 










piątek, 16 czerwca 2017

Wiesława Bancarzewska "Powrót do Nałęczowa"

Sięgając po książkę Wiesławy Bancarzewskiej "Powrót do Nałęczowa" nie sądziłam nawet, że przeniosę się za jej sprawą do dwudziestolecia międzywojennego. O tym, że lubię filmy z tego okresu, już pisałam wiele razy na tym blogu. Książki, w odróżnieniu od filmów, pozwalają na własną kreację bohaterów i świata przedstawionego - mimo opisów, wciąż zostaje bardzo wiele pola dla wyobraźni. Świat sprzed II wojny światowej bardzo mi się spodobał i nie dlatego, że Nałęczów jest ładny, ale dlatego, że kiedyś czas płynął wolniej, a ludzie bez elektronicznych gadżetów, mieli więcej go dla siebie nawzajem.


Więcej na Fraszka&Books - Wiesława Bancarzewska "Powrót do Nałęczowa"

niedziela, 14 maja 2017

Jaglany detoks - Jaglanka na śniadanie

Najlepiej jest od razu ugotować więcej kaszy jaglanej. Po wystudzeniu można ją kilka dni przechowywać w lodówce. A potem każdego ranka jedynie podgrzewać w rondelku i dodawać ulubione nasiona, owoce świeże lub suszone oraz orzechy. Jedna miseczka kaszy jaglanej z dodatkami to bardzo pożywny posiłek na śniadanie. Kasza jaglana sama w sobie jest nieco nijaka w smaku, dlatego podczas gotowania solę ją solą morską oraz dodaję 1 łyżkę oleju kokosowego. Czasem dorzucam pokrojone daktyle i starty na tarce kawałeczek imbiru, a z braku świeżego dosypuję większą szczyptę suszonego. Tak przygotowana kasza smakuje dużo lepiej, a gdy dodamy wspomniane ulubione dodatki, to już całkiem nabiera innego lepszego smaku.



Składniki:
  • 200-300 g suchej kaszy jaglanej,
  • 1/2 łyżeczka soli morskiej,
  • 1 łyżka oleju kokosowego,
  • do podania: ulubione nasiona, orzechy, suszone owoce, świeże owoce, itp.

Wykonanie:
Kaszę należy wrzucić do garnka o grubszym dnie i na małym ogniu podgrzewać od czasu do czasu mieszając, do uzyskania lekko orzechowego zapachu. W czasie, gdy praży nam się kasza, gotujemy około 2 litrów wody. Gdy kasza nam się upraży, zalewamy ją częścią gotującej się wody, mieszamy i wodę odlewamy. Tę czynność najlepiej wykonać dwukrotnie. Następnie zalewamy kaszę pozostałą ilością wrzątku - tak, aby na 2-3 cm woda zakrywała kaszę, dodajemy sól, olej kokosowy i inne dodatki (imbir, daktyl) i gotujemy na bardzo małym ogniu około 10 minut. Od czasu do czasu sprawdzamy, czy nam się za szybko nie wygotowała woda, jeśli tak, to dolewamy wrzątku. Kasza po ugotowaniu powinna być sypka. Studzimy ją i przekładamy do pojemnika. Po całkowitym wystudzeniu możemy ją przez kilka dni przechowywać w lodówce. Natomiast do naszego śniadania - do miseczki wkładamy w zależności od apetytu 6-8 łyżek kaszy jaglanej, dorzucamy ulubione dodatki, mieszamy i gotowe. Smacznego.







niedziela, 7 maja 2017

Mazurska majówka

Kilka dni za miastem i od razu lepiej. Łapię dystans do wielu spraw, oddycham świeżym powietrzem, pracuję w ogrodzie, spaceruję, jeżdżę na rowerze - proste sprawy, a dają tyle radości. Kontakt z przyrodą koi i uspokaja. Tego mi było trzeba. Jak dobrze, że przed nami kilka miesięcy, kiedy będziemy mogli cieszyć się zielenią drzew, pól i łąk.