Po przeczytaniu "Sekretu listu" Lucindy Riley sięgnełam po kolejną książkę tej autorki. "Sekret Heleny" czytałam na przełomie czerwca i lipca tego roku, gdy były upały. Idealnie, gdyż miejcem akcji jest gorący Cypr, a właściwie stara willa o mitycznej nazwie "Pandora". Oprócz ciekawych postaci i intrygującej historii zachwyciłam się także stylem pisarki. Rzadko tak miewam, ale tutaj miałam wrażenie, że przebywam w tej posiadłości, przechadzam się po pokojach, chodzę pływać na basenie, jem greckie oliwki i ser. Być może, że żar lejący się z polskiego nieba podczas lektury przyczynił się do tych wrażeń. Dodam, że ciężko się od niej oderwać, zwłaszcza, gdy polubi się bohaterów. I mimo, że książka ma prawie 500 stron, to szybko się ją czyta i żal, ze ta opowieść tak szybko się kończy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz