poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Smoothie: mango, grejpfrut, pomarańcza, gruszki

Kolejna propozycja na smaczny koktajl owocowy. Tym razem zapowiedziane wczoraj owoce, czyli mango, grejpfrut (czerwony), pomarańcza i jabłko. Smak określiłabym słowem: aksamitny - dzięki mango. Niezbyt słodki, a to dzięki grejpfrutowi. Polecam :-)


Składniki (porcja dla 2 osób):
  • mango,
  • pomarańcza,
  • 2 gruszki,
  • czerwony grejpfrut.
Wykonanie:
Owoce umyć, obrać ze skórki, następnie pokroić na mniejsze cząstki. Umieścić w naczyniu blendera i zmiksować blenderem na gładką masę. Przelać do szklanek i od razu zajadać. Smacznego.




niedziela, 26 kwietnia 2015

Smoothie: ananas, kiwi, jabłko

Pora na podwieczorek. Jeśli macie na paterze kilka owoców, to możecie zrobić owocowy koktajl. Można dodać mleko, jogurt - co kto lubi, albo zmiksować same owoce. Ja preferuję tylko owoce, bez dodatku cukru ani miodu. Taki napój jest pełen witamin. I zawsze smaczny. Dziś miałam ananasa, kiwi i jabłka. Jutro planuję zrobić koktajl z mango, pomarańczy, grejpfruta i gruszek. Jestem ciekawa smaku takiego połączenia.


Składniki (porcja dla 2 osób):
  • pół ananasa,
  • 1 duże jabłko,
  • 2 kiwi.
Wykonanie:
Owoce umyć, pokroić na mniejsze cząstki. Umieścić w naczyniu blendera i zmiksować blenderem na gładką masę. Przelać do szklanek i od razu wypić/zjeść - jest dość gęste. Można dodać jogurt naturalny oraz łyżeczkę miodu. Smacznego.



czwartek, 23 kwietnia 2015

Makaron zapiekany z brokułami i pulpecikami w sosie śmietanowym

Makaronowe dania to te, które przygotowuje się bardzo szybko. Moja dzisiejsza propozycja być może do najszybszych nie należy, ale też nie stracimy na jej przygotowanie wielu godzin. Maksymalnie (z pieczeniem) godzinę. Nie wiem, czy wy też tak macie, że kupujecie jakieś produkty z myślą o konkretnym daniu, a potem okazuje się, że nie mamy na nie czasu, albo właśnie jedliśmy na mieście i produkty zalegają w lodówce. Potem jeden z nich używamy do czegoś tam i pozostaje nam kolejny, z którym nie bardzo wiemy, co zrobić. Tak miałam właśnie z mielonym mięsem z szynki. Kupiłam je z myślą o zupie z pulpecikami, ale zabrakło mi na nią czasu. A potem do głowy przyszedł mi zupełnie inny pomysł.


Składniki:
  • około 100/150 g makaronu,
  • brokuły,
  • 500 g mięsa mielonego (z szynki, indyka, wołowiny),
  • jajko,
  • 1 łyżka bułki tartej,
  • pół cebuli,
  • 2 łyżki oliwy,
  • 1 ząbek czosnku,
  • 150 ml śmietany 18% (do sosów i zup)
  • oregano, sól, pieprz.
Wykonanie:
Brokuły myjemy, gotujemy 15 minut na parze. W tym czasie przygotowujemy malutkie pulpeciki. Do dużej miski wkładamy mielone mięso, dodajemy jajko, sól, pieprz oraz 1 łyżkę bułki tartej. Całość zagniatamy i formujemy malutkie kuleczki z mięsa wielkości orzecha włoskiego. Rozgrzewamy dużą patelnię, wlewamy oliwę, wrzucamy posiekaną na kawałeczki cebulę, szklimy ją. Dorzucamy pulpeciki i smażymy z każdej strony po 1 minucie. Makaron gotujemy według przepisu z opakowania, następnie odcedzamy go. Następnie do dużej miski wkładamy ugotowany makaron, ugotowane brokuły oraz podsmażone pulpeciki z cebulką i delikatnie mieszamy. Przekładamy to następnie do dużej żaroodpornej formy. Do miseczki wlewamy śmietankę, dorzucamy oregano oraz posiekany ząbek czosnku - wszystko razem mieszamy. Całość polewamy śmietanką i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni Celsjusza i zapiekamy 20-25 minut. Najlepiej smakuje oczywiście zaraz po przygotowaniu, ale można to danie także przechować na następny dzień i ponownie podgrzać w piekarniku.



środa, 22 kwietnia 2015

Smoothie: grejpfrut, jabłko, truskawki, seler naciowy

Nie każdy lubi smak selera naciowego - ja za nim nie przepadam, więc dodaję go do różnych potraw, tak, aby nie zdominował smakiem dania. Ponieważ miałam paczkę selera naciowego i używałam go już do kilku dań, zostało mi kilka łodyżek i zastanawiałam się, do czego jeszcze mogę go użyć. Pomyślałam, że kilka łodyżek selera nie powinno zdominować owocowego koktajlu. I tak się stało - dzięki selerowi koktajl nie jest słodki, ma za to ciekawy świeży smak. Spróbujcie.


Składniki (porcja dla 2 osób):
  • średniej wielkości grejpfrut,
  • jabłko,
  • 3 łodygi selera naciowego,
  • spora garść truskawek,
Wszystkie owoce i seler umyć, pokroić na mniejsze kawałki i zmiksować blenderem. Wypić od razu po przygotowaniu. Smacznego.


poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Sałatka: seler naciowy, awokado, zielone jabłko

Kolejna sałatka z cyklu fit. Samo zdrowie, a do tego lekka i bardzo świeża i co ważne - szybka w przygotowaniu, w sam raz na drugie śniadanie. Można ją także zapakować do pojemnika i zabrać do pracy na lekki lunch. Za samym selerem naciowym nie przepadam, jest dla mnie zbyt "wytrawny" w smaku, ale w tym zestawie i co ważne z tym sosem, smakuje wyśmienicie. Zostało mi nieco sosu i kilka łodyżek selera, zjadłam go razem z sosem i zachwyciłam się jego smakiem. Polecam.


Składniki (porcja dla 1 osoby):
  • pół zielonego jabłka,
  • pół awokado,
  • 3 łodygi selera naciowego,
  • garść pistacji,
  • 3 truskawki do dekoracji,
  • miodowy sos winegret,
Wykonanie:
Jabłko umyć, przekroić na pół, a następnie połówkę na ćwiartki i ósemki. Awokado przekroić na pół, obrać i pokroić w ósemki. Łodygi selera umyć, osuszyć i pokroić w małe kawałki. Truskawki umyć i pokroić w ćwiartki. Pistacje obrać, usunąć brązowe skórki. Na dużym talerzu ułożyć jabłka w koło, posypać je kawałkami selera naciowego. Na to znów w koło ułożyć ósemki awokado, posypać je pistacjami. Na wierzch ułożyć truskawki i polać sosem. Smacznego.




niedziela, 19 kwietnia 2015

Sałatka: jarmuż, rukola, zielone jabłko, awokado, czerwona fasola

Wiosna już zawitała do miasta, na każdym rogu forsycje fascynują swoim żółtym intensywnym kolorem. Zatem i nam chce się lżejszych potraw. Sałatka z zielonych warzyw będzie lekka i bardzo fit. Dodatek czerwonej fasoli oraz truskawek złamie monotonię zielonego w niej koloru. Jednak po szaroburej zimie mi kolor zielony nie przeszkadza i może dominować zarówno w przyrodzie, jak i na talerzu. Mam już dla Was kolejną propozycję na świeżą i zdrową sałatkę, ale o niej jutro. A dziś zapraszam na lekką zieloną sałatkę, z miodowym sosem winegret, który jakiś czas temu podpatrzyłam na kwestii smaku.


Składniki (porcja dla 2 osób):
Miodowy sos winegret:
  • 1 łyżka soku z cytryny,
  • 4 łyżki oliwy,
  • 1 łyżka miodu,
  • mały ząbek czosnku,
  • szczypta soli i czarnego pieprzu.
Czosnek posiekać bardzo drobno i rozetrzeć nożem, posypać solą i przełożyć do miseczki. Dodać miód i razem rozetrzeć. Wlać sok z cytryny, dodać sól i pieprz. Dolać oliwę i dokładnie wymieszać.

Sałatka:
  • dwie garście jarmużu,
  • dwie garście rukoli,
  • pół zielonego jabłka, 
  • pół awokado,
  • 4 łyżki czerwonej fasoli,
  • 4 truskawki.
Przygotować dwa głębokie talerze. Jarmuż i rukolę umyć i osuszyć na sicie. Jabłko umyć, odkroić połowę i pokroić ją na dużą kostkę wraz ze skórką. Awokado przekroić na pół, obrać i pokroić na dużą kostkę. Truskawki umyć i pokroić na ćwiartki. Fasolę przełożyć na sitko i przelać zimną wodą, odsączyć. Na obu talerzach układać po garści jarmużu, rukoli, posypać to kawałkami jabłka, awokado i fasolą, na wierzch ułożyć truskawki i polać sosem. Smacznego.



sobota, 18 kwietnia 2015

Sekretne życie Waltera Mitty - w każdym z nas drzemie bohater

"Sekretne życie Waltera Mitty", to film, który oglądałam jakiś czas temu. I przyznam, że zrobił na mnie spore wrażenie. Nie przepadam za odtwórcą głównej roli w tym filmie - aktorem Benem Stillerem. Kojarzy mi się przede wszystkim z galerią głupkowatych, niezbyt śmiesznych postaci. Okazuje się, że ten film został również przez niego wyreżyserowany i pewnie dlatego w końcu miał on w nim świetną rolę.

Lubię filmy, w których bohater /bohaterka przechodzi przemianę. To bardzo częsty motyw sztuki: powieści i filmów. Pozwala przeżyć katharsis, tzn., że my też jesteśmy zdolni do przemiany nas samych, naszego życia, nadania mu sensu - to pokrzepia. To lubię. Otaczający nas świat jest pełen niegodziwości, ale jest też pełen dobra. Tyle, że dobru trudno się przebić przez te wszystkie wrzaskliwe i natarczywe newsy o agresji, bezmyślności, głupocie i złu. Tym bardziej trzeba docenić obraz, który pokazuje, że w codziennej, niewidocznej, skromnej i cierpliwej pracy jest wartość. Myślę, że wielu z nas, w dobie robienia szybkich karier zarówno w świecie biznesu, jak i artystycznym - po prostu o tym zapomniało. I właśnie dlatego wszystko staje na głowie. Zło jawi się jako dobro, a dobrem się pogardza. Cieszę się, że taki film powstał, jest on mi dużo bliższy niż tegoroczny oskarowy hit "Birdman", który ze swym przekazem, że Holywood/Broadway się kończy, a artyści to egocentryczne, zblazowane postaci zapatrzone w siebie, w zasadzie niczego nowego nie wnosi, poza krytyką środowiska artystów. Bohater się nie zmienia, nadal śni sen o swojej wielkości, mimo, że otarł się o śmierć. Jak był, tak jest egocentrykiem. Być może nie zrozumiałam przesłania tego filmu, ale to nie zmienia faktu, że nie przemówił do mnie zupełnie.


Walter Mitty jest pracownikiem magazynu "Life", zajmuje się tam wywoływaniem zdjęć i przekazywaniem ich do publikacji. Praca jest dla cierpliwych i skupionych, nieśmiałych osób i taki wydaje się Walter. Lecz nasz główny bohater ma interesująca cechę, potraf w jednej chwili siłą swego umysły wytworzyć alternatywną wizję samego siebie. W tych wymyślonych wizjach jest zawsze odważny, bohaterski, aktywny. To jego alter ego jest jego zupełnym przeciwieństwem. W alternatywnym świecie dla Waltera nie ma żadnych przeszkód, zawsze wie co powiedzieć i jak się zachować, ponadto potrafi zdobyć kobietę swoich marzeń.

Walter w dzieciństwie marzył o dalekich wyprawach, a w życiu przyszło mu jedynie oglądać zdjęcia innych ludzi z takich wypraw. Gdy umiera jego ojciec, z którym planował wielką męską wyprawę, Walter postanawia porzucić swoje marzenie i pójść do pracy do popularnej sieci pizzerii. Na kolejne lata zapomina o swoim marzeniu, aż do czasu, gdy jego mama wyprowadza się z rodzinnego domu, a on odkrywa spakowany plecak gotowy do wyprawy. Jednak jeszcze nie jest gotowy na podróż swojego życia. Impulsem będzie zaginione zdjęcie, które musi trafić na pierwszą stronę ostatniego papierowego wydania magazynu "Life". Zdjęcie to zostało zrobione przez światowej sławy fotografa Seana O'Connella, którego Walter bardzo podziwia. Walter postanawia odszukać fotografa i poprosić o zdjęcie.

Walter jest zmuszony odszukać zaginioną fotografię. Czeka na nią niecierpliwie nowy szef, zarozumiały i nadęty, a przy tym arogancki i ograniczony - cóż nazwijmy to po imieniu - niedouczony palant, który został delegowany do przekształcenia gazety w portal internetowy. Jego zadaniem jest publikacja ostatniego papierowego wydania, a także zwalnianie ludzi. Myślę, że prawie każdy z nas miał do czynienia z osobnikiem tego pokroju. Jakimś cudem niedouczony, arogancki i służalczy osobnik trafia na stanowisko kierownicze, gdzie nie tylko nie zna się na powierzonych mu obowiązkach, ale na dodatek nie szanuje swoich pracowników. Temat rzeka. Walter miał właśnie pecha trafić na takiego kierownika, na tle którego nasz główny bohater wyróżnia się pozytywnymi cechami charakteru: empatią, profesjonalizmem w pracy oraz dostrzeganiem drugiego człowieka i jego szanowaniu.

Nie będę opowiadała Wam całej fabuły filmu. Nie chcę zdradzać, jak to się wszystko skończy. Podczas oglądania tego filmu miałam ogromną frajdę z obserwowania przemiany Waltera oraz podążanie wraz z nim w jego wyprawie. A ponadto ciekawiło mnie czy cierpliwa praca Waltera zostanie nagrodzona, czy Walter odnajdzie zdjęcie i jeszcze ważniejsze pytanie, które widza nurtuje przez cały czas, co takiego znajduje się na tym zdjęciu.

Film jest z 2013 roku, nie jest już zatem nowy, ale jeśli wpadnie Wam w ręce, to koniecznie go obejrzyjcie. Mnie się podobał :-)

piątek, 17 kwietnia 2015

Lektura na weekend: Guillaume Musso "7 lat później"

"7 lat później" to opowieść o straconej miłości, złamanym sercu i zniszczonym małżeństwie. Czy możliwe jest życie po zdradzie? Czy możliwy jest powrót do dawnej miłości, czy jest ona w stanie się odrodzić? Nam nie wydaje się to możliwe. Kto by chciał wchodzić dwa razy do tej samej wody, próbować połączyć, coś, co przestało działać. A jednak Mussso pokazuje, że jest to możliwe. Tyle, że dopiero w warunkach ekstremalnych, gdy głównym bohaterom przychodzi jechać na drugi koniec świata, do brazylijskiej dżungli, aby ratować własne dzieci.


Więcej na Fraszka&Books: Guillaume Musso "7 lat później"