niedziela, 30 listopada 2014

Dynia marynowana w occie z goździkami - ostatni dzwonek

To już ostatni dzwonek na przygotowanie marynowanej dyni. Jeszcze można ją kupić na targach i w sklepach. Dynia przygotowana według tego przepisu jest delikatna, pasuje do dań mięsnych i słodkich deserów oraz jako warzywny dodatek do obiadu. Przygotowanie nie zajmie nam dużo czasu, a podanie niebanalnej przystawki na spotkaniach przy stole może zaskoczyć naszych współbiesiadników, a nam na pewno przyniesie nie jeden komplement :-) Dynia marynowana w occie z goździkami jest po prostu pyszna.


Składniki:
  • 2,5 kg dyni,
  • 5 szklanki wody,
  • 2 szklanki cukru,
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego,
  • 10 ładnych goździków,
  • 1 szklanka octu 10%.
Wykonanie:
Dynię umyć, obrać ze skóry i pokroić w kawałki. Do garnka wlać wodę, dosypać cukier i cukier waniliowy, dorzucić goździki i dolać ocet i zagotować. Do gotującej się marynaty wrzucić kawałki dyni i gotować, aż zrobi się miękka, ale nie będzie się jeszcze rozpadać. Dynię przełożyć do wyparzonych słoików, zalać marynatą (wodą, w której się gotowała dynia). Słowiki zakręcić, następnie odwrócić do góry dnem, aby się zamknęły, poczekać aż wystygną. Nie pasteryzować już ich.




czwartek, 27 listopada 2014

Grażyna Jeromin-Gałuszka „Oczy Marzanny M.”

Można latami się znać, ale tylko powierzchownie, nie zadając sobie trudu, aby zaangażować się w głębszą relację. I dziać się tak może zarówno w rodzinie, jak i w gronie znajomych, czy tzw. "przyjaźniach". Jak długo można ślizgać się po powierzchni? Czy los nie upomni się o zaangażowanie? Ale jak pamiętamy z Małego Księcia - oswojenie wiąże się z bólem, troską o drugą osobę, a na to nie każdego stać. Czy umiemy to zrobić? Czy cztery przyjaciółki z książki "Oczy Marzanny M.": Kamila, Magda, Ramona i Julia potrafiły przełamać tę powierzchowną relację, jaka je łączyła przez lata? Czy musiało dojść do dramatycznych wydarzeń, aby każda z nich stanęła najpierw w prawdzie o sobie, a potem w prawdzie o relacji, którą zbudowały? Jak długo można żyć w oparciu o mistyfikację? Jak długo pod przykryciem banalnych rozmów i udawanego dobrego humoru można skrywać prywatne dramaty i niepowodzenia? Wszystko do czasu. Los się o nas upomni i w najmniej odpowiednich okolicznościach "wywoła nas do tablicy", abyśmy otworzyli oczy na prawdę przede wszystkim o sobie.


Więcej na Fraszka&Books: Grażyna Jeromin-Gałuszka „Oczy Marzanny M.”

niedziela, 23 listopada 2014

Katarzyna Michalak "Bezdomna"

"Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii, Może się bowiem okazać, że znalazł się na dnie przez nieszczęście, chorobę lub ludzką podłość, zaś dla ciebie Los - jako lekcję pokory - szykuje podobną niespodziankę".

Tę książkę chciałam przeczytać już dawno temu, ale dopiero niedawno trafiła w moje ręce. A gdy przeczytałam powyższe motto - pomyślałam sobie - to będzie mocna książka. Przy czym zgadzam się z powyższym stwierdzeniem w 100% - życie zawsze utrze nam nosa w ten czy inny sposób, bo żyjąc musimy przerobić kilka lekcji, dzięki którym mamy szansę stać się lepszymi ludźmi.


Więcej na Fraszka&Books: Katarzyna Michalak "Bezdomna"

piątek, 14 listopada 2014

A Good Year - gdy zatęsknisz za latem

Ostatni tydzień jest tak bardzo mglisty i pozbawiony słońca, zarówno na Mazurach, jak i w Warszawie, że chciałoby się chociaż jednego przebłysku słońca. W zasadzie nie ma co narzekać na jesień, jeszcze nie dała nam porządnie w kość, ale już jakoś tęskno do słońca i do lata też. Aby to lato sobie przypomnieć proponuję zanurzyć się w fabułę filmu "A Good Year". Jest tam słońce, jest wino, jest piękno francuskiej Prowansji... i miłość, czyli wszystko czego człowiek potrzebuje, aby być szczęśliwym. Tzn. mi tyle by do szczęścia wystarczyło.

(źródło foto: http://www.canalplus.pl/film-dobry-rok_19651)

Głównym bohaterem filmu jest Max Skinner, charyzmatyczny makler giełdowy, który - to trzeba mu przyznać - wie, jak robić pieniądze. Bogaty, sławny i pozbawiony skrupułów kobieciarz, a do tego przystojny i wyrachowany. Niebezpieczna mieszanina cech u mężczyzny, którego należałoby omijać wielkim łukiem, ale co zrobić, że płeć piękna ma do takich właśnie jednostek słabość. W chwili, gdy Max zarabia największe pieniądze, jak dotąd i chce świętować, przychodzi list informujący, że nie żyje jego wuj. Max spędzał u wujka we Francji każde wakacje, ale od 10 lat nie odwiedzał już starego krewnego. Max przyjeżdża na miejsce i jak najszybciej chce sprzedać posiadłość wraz z winnicą. Wraz z powrotem na winnicę powracają wspomnienia wakacji spędzanych z wujkiem, który wpajał mu najważniejsze zasady: miłość do winnicy i wina. Na miejscu Max poznaje uroczą restauratorkę Fanny Chenal, nie od razu zostają przyjaciółmi i kochankami. W ogóle nic tam nie idzie po jego myśli. Nie dogaduje się z zarządcą winnicy, który nie rozumie dlaczego Max chce sprzedać posiadłość. Dla skomplikowania wątku pojawia się młoda i piękna Amerykanka, która podaje się za córkę wuja Henrego. Max nie wierzy jej, ani tym bardziej nie zaczyna pałać do niej braterskim uczuciem. Widzi w niej wroga, który chce zagarnąć spadek. Wszystko jednak płynie w tym filmie do szczęśliwego finału.

Film jest przepiękny, za sprawą pięknie pokazanej winnicy i posiadłości. Od razu chciałby się zamieszkać w tej romantycznej posiadłości wuja Maxa. Film pokazuje piękno francuskiej wsi i winnicy, spokojnego życia w małej miejscowości, to wszystko skontrastowane jest z drapieżnym światem londyńskiej finansjery. Co wybiera Max? Nie jest to dla niego tak bardzo oczywiste, ale po namyśle wraca do Francji i do miłości swego życia.

Film ogląda się z przyjemnością i na takie chłodne i mgliste dni, jakie nam natura funduje obecnie, jest świetnym sposobem, aby się od tych ponurych obrazów zza okna oderwać.

wtorek, 11 listopada 2014

Makaron żytni razowy z sosem pomidorowym

Gdy nie mam zbyt wiele czasu na gotowanie, dania z makaronu w takich przypadkach sprawdzają się najlepiej. Makaron żytni razowy gotuje się tylko 3 minuty. Warto wziąć go pod uwagę, gdy czasu mamy naprawdę mało na przygotowanie posiłku. Sos pomidorowy można zrobić ze świeżych pomidorów lub z gotowej passaty. Trochę cebuli, czosnku, ziół i gotowe. W tym daniu nie ma finezji, ale jego zaletą jest to, że jest smaczne i sycące.


Składniki (porcja dla 2 osób):
  • makaron żytni razowy - 100 g,
  • 300 g  gotowego sosu pomidorowego typu passata,
  • ser twardy, np. parmezan,
  • mała cebula,
  • 2 ząbki czosnku,
  • 2 łyżki oliwy,
  • szczypta bazylii, oregano i tymianku,
  • sól i pieprz do smaku.
Wykonanie:
Obieramy cebulę, kroimy w drobną kostkę. Rozgrzewamy patelnię, wlewamy oliwę, wrzucamy pokrojoną cebulę, dusimy pod przykryciem, aż się zeszkli. Dodajemy sos pomidorowy, zioła, rozdrobniony czosnek. Podgrzewamy, aż sos się zagotuje. Doprawiamy solą i pieprzem. W oddzielnym garnku gotujemy wodę, gdy będzie wrzała, wrzucamy makaron i mieszamy, gotujemy 3 minuty. Następnie makaron odcedzamy i dorzucamy na patelnię do sosu, mieszamy i podajemy na podgrzanych głębokich talerzach. posypujemy serem. Smacznego :-)



poniedziałek, 10 listopada 2014

Polędwiczka pieczona z jabłkami i żurawiną

Czy lubicie pieczone mięso? Ja bardzo i to w zasadzie wszystkie rodzaje pieczonego mięsa: schab, polędwiczka, szynka, piersi z kurczaka, filet z indyka, udka i skrzydełka z kurczaka, kaczkę i tylko jeszcze dziczyzny i gęsi nigdy nie piekłam, na co z pewnością przyjdzie kiedyś czas. W zasadzie teraz jest dobry czas na gęsinę, tyle, że trzeba by tę gęś zdobyć. Zauważyłam, że to w mieście jest łatwiej dostać różnego rodzaju mięsa, na wsi jest z tym gorzej. Rzadko już na wsi można spotkać gospodarstwa, w których hoduje się np. wiele rodzajów zwierząt: drobiu, świń, krów, owiec. Kiedyś, tzn. jeszcze 20 lat temu, wieś była samowystarczająca. Można było tutaj znaleźć wszystko, teraz nie opłaca się hodować w zasadzie niczego. Gospodarstwa rolne stają się farmami, które specjalizują się w wytwarzaniu jednego rodzaju produktu, albo mleka, albo drobiu, albo trzody chlewnej, albo tylko zbóż, itd. Trochę tęsknię za takimi gospodarstwami, gdzie można było mieć wszystko. Dawno temu moi rodzice, mimo iż rolnikami nie byli nigdy, na niewielkiej działce hodowali świnie, krowy, konie, były także kury, kaczki, gęsi i nawet króliki i kozy oraz wszelkiego rodzaju warzywa i owoce, co na szczęście jeszcze zostało, więc od czasu do czasu raczę się ekologiczną marchewką, buraczkami, fasolką szparagową, pomidorami, jabłkami, itd. Przepraszam za ten przydługi i nostalgiczny wstęp, ale przygotowując tego posta jestem właśnie na wsi i jakoś tak zatęskniło mi się za dawnymi czasami.


Składniki:
  • 1 polędwiczka,
  • 1 spore jabłko,
  • garść suszonej lub świeżej żurawiny (użyłam suszonej),
  • 2 łyżki oliwy,
  • 2 łyżki sosu sojowego jasnego,
  • 2 łyżeczki musztardy (użyłam sarepskiej),
  • 1 listek laurowy,
  • 2 kulki ziela angielskiego,
  • szczypta majeranku,
  • szczypta tymianku,
  • sól, pieprz.
Wykonanie:
Polędwiczkę umyć, osuszyć papierowym ręcznikiem. Przygotować marynatę: do miski wlać oliwę, sos sojowy, włożyć musztardę, zioła, sól i pieprz i wymieszać to wszystko razem. Włożyć w marynatę polędwiczkę, tak aby marynata pokryła całe mięso. Miskę zawinąć folią i wstawić do lodówki na 2 godziny, maksymalnie na całą noc. Obrać jabłko i pokroić w ćwiartki, które następnie pokroić w ósemki, usuwając przy tym gniazdo nasienne. Polędwiczkę wyjąć z lodówki co najmniej pół godziny przed pieczeniem, aby nabrała nieco temperatury pokojowej. W naczyniu żaroodpornym wyłożonym folią aluminiową (można piec bez folii, albo w tzw. rękawie do pieczenia) umieścić polędwiczkę z marynatą, obłożyć ją jabłkami, posypać żurawiną. zakryć szczelnie folią i piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni Celsjusza przez około 1 i 1/2 godziny. Po upieczeniu ostudzić mięso. Upieczone jabłka i żurawinę można przełożyć do miski i zmiksować blenderem na sos i podawać go do upieczonego mięsa razem z puree z ziemniaków i z ulubioną surówką. Smacznego :-)



środa, 5 listopada 2014

Naleśniki z karmelizowaną gruszką i imbirem - najlepsze

Naleśniki lubię i czasem robię. Te przygotowuje się nie tak szybko, ale warto, bo smak jest obłędny. Zainspirowałam się przepisem z kwestii smaku na naleśniki bezglutenowe - niestety mąki ryżowej w najbliższym sklepie nie było, więc postanowiłam przepis zmodyfikować. Nie są to więc naleśniki bezglutenowe, bo trochę mąki pszennej tam jednak dałam. Owoce karmelizowane robiłam już wcześniej, zarówno jabłka, jak i gruszki. Naleśniki z gruszkami zrobiłam w niedzielę, gdy miałam więcej czasu, ale tak mi posmakowały, że wczoraj zrobiłam je z nadzieniem jabłkowym z dodatkiem suszonej żurawiny i zaniosłam dziś do pracy, aby mieć ciepły obiad. Były tak samo pyszne, jak te z gruszkami. Z nadzieniem można improwizować do woli i dodać co kto lubi. Zatem do dzieła!


Składniki na ciasto:
  • 50 g mąki kukurydzianej - tę szczęśliwie miałam w domu,
  • 50 g mąki ryżowej - zastąpiłam mąką pszenną (jednak wtedy nie otrzymamy posiłku bezglutenowego),
  • 15 g mąki ziemniaczanej,
  • 1 i 1/2 łyżki cukru brzozowego (ksylitolu) lub 3 łyżki zwykłego cukru - nie lubię za słodkich naleśników, więc dałam 2 łyżki zwykłego cukru,
  • 2 jajka - od kury wolno biegającej ;-),
  • 300 ml mleka (dowolnego) - dałam krowiego,
  • 30 g oleju kokosowego lub roztopionego masła - z braku jednego i drugiego użyłam oleju rzepakowego tłoczonego na zimno.
Wykonanie:
Wszystkie składniki ciasta ubijać robotem na gładką masę. Z tej ilości wyszło mi 8 naleśników z dużej patelni. Odstawić na pół godziny i zająć się przygotowaniem gruszek. Gdy skończymy przygotowywać gruszki, smażyć cienkie naleśniki już bez użycia tłuszczu.

Karmelizowane gruszki/jabłka:
  • 2 gruszki - to zdecydowanie za mało na tę ilość naleśników - użyłam 5 średniej wielkości gruszek,
  • 4 łyżki cukru trzcinowego nierafinowanego - z braku brązowego użyłam zwykłego,
  • 1,5 łyżeczki świeżo startego imbiru,
  • łyżeczka cukru z wanilią - to mój dodatek,
  • sok z 1/2 cytryny,

Wykonanie:
Gruszki umyć, obrać ze skórki i pokroić usuwając gniazda nasienne. Rozgrzać patelnię lub większy rondel z grubym dnem, wsypać cukier i rozprowadzić go po całej powierzchni, aby się równo rozpuszczał do czasu, aż zmieni kolor na ciemnobrązowy, przy czym pilnować, aby się nie spalił. Następnie wrzucić gruszki i smażąc na średnim ogniu od czasu do czasu potrząsać rondlem. Asia z kwestii smaku zapewnia, że cukier się rozpuści od soku gruszek, co rzeczywiście nastąpiło. Następnie dodać starty imbir. Gdy gruszki się zeszklą dodać cukier z wanilią, wymieszać i dodać sok z cytryny. Smażyć do czasu, gdy gruszki się zeszklą, ale nie rozpadną. Podobnie można karmelizować jabłka z różnymi dodatkami, u mnie była to żurawina.

Usmażone naleśniki napełniać gruszkami, składać na pół, posypać cukrem pudrem i zajadać. Smacznego :-)