czwartek, 30 października 2014

Jessie Ware "Say You Love Me"





Jessie Ware "Say You Love Me"

Say you love me to my face
I need it more than your embrace
Just say you want me, that's all it takes
Heart's getting torn from your mistakes

'Cause I don't wanna fall in love
If you don't wanna try,
But all that I've been thinking of
Is maybe that you might
Baby it looks as though we're running out of words to say
And love's floating away

Just say you love me, just for today
And don't give me time 'cause that's not the same
Want to feel burning flames when you say my name
Want to feel passion flow into my bones
Like blood through my veins

'Cause I don't wanna fall in love
If you don't wanna try,
But all that I've been thinking of
Is maybe that you might
And, baby, it looks as though we're running out of words to say
And love's floating away

Won't you stay?
Won't you stay?
Slowly slowly you run for me,
But do you know me at all?
Someone told me love controls everything
But only if you know

'Cause I don't wanna fall in love
(No no no no no)
If you don't wanna try
(Just try sometimes)
But all that I've been thinking of
(I just think)
Is maybe that you might
(You might)
'Cause I don't wanna fall in love
If you don't wanna try
But all that I've been thinking of
Is maybe that you might
Baby it looks as though we're running out of words to say
And love's floating away
Won't you stay?
Won't you stay?


wtorek, 28 października 2014

Dobrze czasem popatrzeć z góry...

Patrzenie na świat z góry fascynowało mnie od zawsze. Nie miewam ku temu zbyt wielu okazji. Dlatego, gdy tylko takowa mi się przydarzy i wejdę na jakąś wieżę lub szczyt górski, pstrykam jak szalona i patrzę, patrzę, patrzę, aby się napatrzeć na zapas. I pewnie dlatego tak bardzo lubię góry, bo gdy w końcu człowiek wdrapie się na szczyt może podziwiać piękno gór i świat z wysoka. Ale tym razem nie góry i nie przyroda, a miasto, w którym przyszło mi żyć, które - dodam - bardzo lubię. Poniższe zdjęcia zrobione są z 21 piętra budynku Pure Sky Club.

Kilka innych zdjęć Warszawy z wysokości możecie zobaczyć tutaj, w poście pt.: Marzenia o skrzydłach.
W swoim fotograficznym portfolio z cyklu "z lotu ptaka" mam również kilka fotografii Gdańska tutaj, w poście pt.: Gdańsk z lotu ptaka - na pożegnanie.












poniedziałek, 27 października 2014

Prosty obiad: gulasz wołowy z buraczkami i kaszą gryczaną

Od czasu do czasu lubię zjeść tradycyjny obiad. I taki dziś proponuję. Mięso wołowe wymaga dłuższego gotowania, ale zrobi się to szybciej, gdy wcześniej zamarynujemy mięso. Będzie dodatkowo kruche, a z dodatkiem przypraw i ziół, także smaczniejsze. Słyszałam i nawet czytałam o moczeniu mięsa wołowego w tym celu w mleku, ale nie odważyłam się na taki krok. Za to wiele już razy marynowałam mięso w oliwie i przyprawach. I taką mam także dla Was propozycję. Spróbujcie.


Składniki:

  • 500 g mięsa wołowego,
  • 1 średnia cebula,
  • 2 marchewki,
  • 3 papryki czerwone,
  • 4 łyżki oliwy, 
  • 1 łyżeczkę słodkiej papryki w proszku,
  • 1/4 łyżeczki imbiru,
  • ziele angielskie,
  • liść laurowy,
  • sól, pieprz czarny,
  • szczyptę lub dwie pieprzu kajeńskiego.
Wykonanie:
Mięso umyć, osuszyć papierowym ręcznikiem, pokroić w małe kawałki. Do miski wlać 3 łyżki oliwy, dodać wszystkie przyprawy oprócz soli i wymieszać wszystko razem, dorzucić pokrojone mięso i wymieszać dokładnie, przykryć folią i wstawić do lodówki na 2-3 godziny (można też na całą noc). Marchewkę obrać i pokroić w kostkę, paprykę umyć i pokroić w kostkę. Cebulę obrać pokroić w kostkę i zeszklić na 1 łyżce oliwy w garnku o grubym dnie. Dorzucić mięso i obsmażyć z każdej strony, dorzucić marchewkę i paprykę, wymieszać wszystko i zalać wrzącą wodą 1 lub 2 cm powyżej mięsa i warzyw. Dusić na małym ogniu od czasu do czasu mieszając, aż mięso będzie miękkie (od 1,5 do 2 godzin). Na dosolić do smaku. Podawać z kaszą gryczaną gotowaną na sypko i buraczkami ugotowanymi na parze, startymi i doprawionymi solą, pieprzem i ulubionymi ziołami. Smacznego. 



sobota, 25 października 2014

Ciabatta - mój pierwszy chlebek

Do wypieku chleba zbierałam się odkąd założyłam tego bloga, albo i jeszcze wcześniej. Za każdym razem, gdy pomyślałam o domowym wypieku chleba miałam obłęd w oczach i mówiłam sobie, to się nie może udać. I nie podejmowałam nawet próby, lęk przed porażką paraliżował mnie potwornie. Za to przez cały ten czas przyglądałam się wypiekom innych blogerów kulinarnych i im zazdrościłam. Co jakiś czas zbierałam się na odwagę i czytałam kolejne przepisy, z myślą, że może to ten, może tym razem uznam, że przepis nie jest za trudny. Jednak każdy przepis wydawał mi się skomplikowany, a przygotowanie zaczynu... ratunku - już przy czytaniu robiło mi się słabo i porzucałam na jakiś czas myśl o upieczeniu własnego chleba. Aż do chwili, kiedy jakiś czas temu znalazłam przepis na prostą ciabattę u Liski na whiteplate. Nareszcie - to wydaje się proste - połączę kilka składników, odstawię na noc, ciasto wyrośnie, a ja je rano upiekę. I tak zrobiłam. I wyszło! HURA! Wyszedł mi mój pierwszy pyszny chlebek! Ach, jaka radość, gdy wyjmowałam go wyrośniętego i pięknie przypieczonego z piekarnika. A potem zajadałam z malinową konfiturą własnej roboty. I podzieliłam się nim z innymi. Mam nadzieję, że na tym jednym wypieku nie poprzestanę i zabiorę się z czasem za pieczenie innych chlebów oraz bułek.


Składniki:
  • 200 g mąki pszennej,
  • 160 g wody,
  • 1 łyżeczka soli,
  • 6 g świeżych drożdży.
Przepis:
Do miski przesiać mąkę, rozetrzeć w palcach drożdże, wsypać sól i dolać wodę, następnie wszystkie składniki dokładnie wymieszać. Przykryć ściereczką i odstawić na noc na 8 lub 12 godz. Następnego dnia nagrzać piekarnik do 250 stopni Celsjusza. Wyrośnięte ciasto przełożyć na papier do pieczenia oprószony mąką, ciasto także oprószyć mąką i pozostawić w ciepłym miejscu na 20-30 minut do ponownego wyrośnięcia. Następnie włożyć ciasto do piekarnika i piec przez 20 minut w nagrzanym piekarniku. Przed pokrojeniem ostudzić.


czwartek, 23 października 2014

Jane Green "Domek na plaży"

Czy może być coś bardziej romantycznego niż domek na plaży na pięknej wyspie? Hmm... owszem to bardzo romantyczna wizja, ale nie wtedy, kiedy jest się samotną staruszką i ma się problemy finansowe. A taka jest obecna rzeczywistość Nan, przesympatycznej i trochę ekscentrycznej kobiety prawie od zawsze mieszkającej na Nantucket. Historia, którą opowiada nam Jane Green w swojej książce "Domek na plaży" jest opowieścią życia nie tylko Nan, ale także jej męża, syna i kilku obcych ludzi, którzy przypadkiem spotykają się na wyspie, w starym domu, przerobionym na pensjonat.


Więcej na Fraszka&Books: Jane Green "Domek na plaży"

sobota, 18 października 2014

Grażyna Jeromin-Gałuszka „Kobiety z Czerwonych Bagien”

"Kobiety z Czerwonych Bagien" to pierwsza książka Grażyny Jeromin-Gałuszki, którą przeczytałam. W chwili, gdy piszę te słowa, mam za sobą lekturę jej kolejnych książek: "Magnolia" oraz "Oczy Marzanny M.". Wszystkie trzy są powieściami o kobietach i przede wszystkim dla kobiet. Dla mężczyzn także, gdyby tylko zechcieli pochylić się nad nimi. Z doświadczenia jednak wiem, że niewielu z nich to zrobi. A szkoda, bo może było by mniej "gadania" typu, "nie rozumiem kobiet", itd. To, co podoba mi się w prozie tej autorki, to fakt, że jej historie nie są ckliwe, przewidywalne i banalne. Jej postaci to ludzie z krwi i kości, ludzie prawdziwi, tacy, jak my, z zaletami i wadami, z własnymi historiami, które nie zawsze kończą się happy endem.



piątek, 17 października 2014

Sałatka: rukola, figa, pomidor, ser z niebieską pleśnią

Kolejna improwizacja na temat sałatki - poprzednia ze szpinakiem i dodatkami, jak gruszka i ser z niebieską pleśnią: tutaj. A także kilka innych znajdziecie na tym blogu. Jako bazę do sałatki najczęściej stosuję szpinak i rukolę właśnie. I dziś przepis na tę drugą. Świeże figi jeszcze znajdziecie w marketach i na targach, reszta dostępna jest w zasadzie zawsze i wszędzie. To do dzieła - będzie prosto, szybko, a co najważniejsze - smacznie.


Składniki (porcja dla 2 osób):
  • dwie garście rukoli,
  • dwie figi,
  • 50 g sera z niebieską pleśnią,
  • pomidor,
  • garść pestek słonecznika,
  • 4 łyżki oliwy,
  • 2 łyżki soku z cytryny,
  • szczypta soli oraz pieprzu kajeńskiego, 
  • pół łyżeczki bazylii.
Wykonanie:
Rukolę umyć, odsączyć na sicie. Figi umyć, obrać ze skórki i pokroić w kawałki. Pomidora umyć i pokroić w kostkę. Ser pokroić w kostkę. Pestki słonecznika uprażyć na suchej patelni lub w rondelku o grubym dnie. Oliwę, sok z cytryny i przyprawy wymieszać razem w miseczce. Na głębokie talerze układać kolejno, rukolę, pomidor, figę, ser, prażone pestki słonecznika. Całość polać dresingiem. Smacznego.



środa, 15 października 2014

Ratujmy zabytki - prośba o pomoc

W małej mazurskiej wsi o nazwie Drygały mieszka 2400 osób (stan na 2014). W tej miejscowości jest zabytkowy barokowy kościół, szkoła podstawowa, ośrodek zdrowia, kilka sklepów. Kiedyś był tartak, PGR, gorzelnia, poczta, które dawały ludziom zatrudnienie, dziś nie funkcjonuje żaden z tych zakładów. Bezrobocie jest bardzo duże. Wieś jest biedna.

W 2009 roku został złożony projekt "Odnowa elewacji zewnętrznej i dachu w zabytkowym Kościele Matki Boskiej Częstochowskiej w Drygałach". Na ten cel zostały przyznane środki z Unii Europejskiej, ale żeby je otrzymać Parafia musi wpłacić 15% wartości projektu. Mimo, że to tylko 15 %, to dla mieszkańców tej niewielkiej wsi jest to zawrotna kwota. Do końca października br. trzeba zebrać pieniądze. Remont jest już w fazie końcowej, zostały drobne prace do ukończenia. Na chwilę obecną Parafia zebrała 42 717, 54 zł., a nie jest to nawet połowa potrzebnych pieniędzy, bo brakuje jeszcze 55 396,16 zł.

(info: Lista operacji zakwalifikowanych do współfinansowania dla Działania 313, 322, 323 „Odnowa i rozwój wsi” w Ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-2013 dla naboru pierwszego w 2009 roku - źródło: http://bip.warmia.mazury.pl/urzad_marszalkowski/akty/14/2091/Zatwierdzenie_listy_operacji_zakwalifikowanych_do_wspolfinansowania_dla_Dzialania_313__322__323___Odnowa_i_rozwoj_wsi__w_ramach_Programu_Rozwoju_Obszarow_Wiejskich_na_lata_2007-2013)

Stąd moja prośba do wszystkich, którzy chcą i mogą pomóc, aby wpłacili pieniądze na konto Parafii w Drygałach. Wszystkim ofiarodawcom z góry pięknie dziękuję:

Nr konta: 03 9364 0000 2003 0001 0924 0001
Bank Spółdzielczy, Ruciane Nida, Oddział w Orzyszu

Kościół przed remontem wyglądał tak:

(źródło: http://www.polskaniezwykla.pl/web/gallery/photo,134429.html - tu więcej zdjęć kościoła)


A po renowacji wygląda tak, (choć prace nadal trwają, to efekt jest naprawdę przekraczający oczekiwania):


(zdjęcia z 28 września 2014r.)

Kilka słów na temat historii parafii i zabytkowego kościoła w Drygałach:

Pierwsza wzmianka o kościele katolickim w Drygałach pochodzi już z 1438r. Kontur Balgi Zygfryd Blach w roku 1480 prezentował na probostwo Piotra Mieskiego, kapłana diecezji płockiej. Na początku wieku XVI Drygały należały do dekanatu reszelskiego. W dobie reformacji zapanował tu luteranizm. W 1656 Tatarzy spalili kościół, który odbudowano w 1660, został potem rozebrany w 1730r. Na jego miejsce, w latach 1731-1732, został zbudowany nowy kościół, obecnie istniejący. Główny ołtarz jest złożony z części, pochodzących z wieku: XVII i XVIII. Po drugiej wojnie światowej kościół ten został oddany ludności katolickiej. (źródło: http://drygaly.pl/o-parafii.html)

Cechy barokowego stylu w kościele to: duża budowla salowa, wieża z barokowym hełmem, ołtarz główny barokowy. (źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Dryga%C5%82y)