sobota, 30 listopada 2013

"Single i Remiksy" gościnnie w Teatrze Żydowskim

Bycie singlem nie jest łatwe, zwłaszcza gdy jest się nim w korporacji zarządzanej przez "wyznawczynię singlowskiej religii". A gdy się nim nie jest, to trzeba to ukrywać i robi się podwójnie trudno... ale dla widzów sztuki "Single i Remiksy" - śmieszno i straszno zarazem!


Jakiś czas temu Fraszka miała przyjemność obejrzeć to przedstawienie w Teatrze Żydowskim w Warszawie, gdy teatr ten przyjął gościnnie "trupę" wędrującą po Polsce z tym spektaklem. Sztukę napisał Marcin Szczygielski, a wyreżyserował ją Olaf Lubaszenko.

Magda (Weronika Książkiewicz) jest szefem polskiej filii niemieckej firmy wydawniczej, która stawia na singli, bo jak na każdym kroku powtarza swoim pracownikom Magda: "singiel to najlepszy utwór na płycie". Poza tym jest tyranem dla swoich podwładnych, wymaga od nich tytanicznej pracy i całkowitego zaangażowania oraz dyspozycyjności. Dlatego Joanna (Anna Mucha) i Sebastian (Wojciech Medyński), którzy ukrywają, że są małżeństwem, jeszcze nigdy nie widzieli swojego mieszkania w świetle dziennym. I pewnie nie zobaczyliby go jeszcze długo, gdyby niespodziewana zmiana kierownictwa firmy. Pewnego dnia Magda dowiaduje się, że firma zmienia nastawienie na prorodzinne, bo przechodzi pod kierownictwo hinduskiej centrali. Pani prezes wpada w panikę, tym bardziej, że w firmie zjawia się wysłannik z centrali, aby skontrolować jej pracę. Wieczna singielka Magda rozpaczliwie potrzebuje rodziny, którą do tej pory gardziła. Posuwa się do tego, że wydaje polecenie służbowe Sebastianowi, aby udawał jej męża. To nie wszystko... chce "wypożyczyć" ze szkoły dzieci, aby te podać za jej własne. Jak można się domyślić wynika z tego niezłe zamieszanie.

Najbardziej Fraszkę ubawiła scena, gdy Joanna planuje poród w firmowej serwerowni. Wszystko dopracowane jest na ostatni guzik. Niechcący rozbity słoik z sokiem z ogórków będzie przykrywką dla odpływających wód, pielęgniarka będzie przebrana za panią sprzątającą, lekarz zaś będzie robotnikiem naprawiającym jakąś usterkę,... a wszystko to będzie się działo w przerwie na lunch. Mistrzostwo!

Najbardziej Fraszce podobała się gra Wojtka Medyńskiego, grającego Sebastiana - dyrektora kreatywnego, który jest świetnym specjalistą, jednak nie ma kszty inteligencji emocjonalnej oraz Ani Muchy, która wcieliła się w rolę Joanny - wydawcy magazynu "Single w wielkim mieście". Fraszka nie spodziewała się tak dobrej gry Ani, która w serialu "M jak miłość" grała dość sztampowo. W tej sztuce widać jak bardzo jej warsztat się poprawił. To było duże zaskoczenie. Rozczarowała natomiast Weronika Książkiewicz, która wszystko grała na jednym wysokim, krzyczącym tonie. Emocje, które pokazywała były sztuczne i zbyt przerysowane. Z przyjemnością za to Fraszka patrzyła na Lesława Żurka, którego gra przypadła jej do gustu ;-)


Do końca br. roku sztukę tę można obejrzeć jeszcze m.in. w: Olsztynie, Radomiu, Łodzi. Szczegóły na stronie dedykowanej sztuce: http://www.singleiremiksy.com

niedziela, 17 listopada 2013

Babeczki dyniowe z czekoladą

Przepis na babeczki dyniowe Fraszka znalazła na blogu kwestia smaku, gdy szukała jakiegoś przepisu na muffinki i babeczki, które mogłaby zrobić z małymi dziećmi. Przepis nie jest może bardzo prosty, wymaga trochę przygotowań, jak na przykład wcześniejsze upieczenie dyni, ale efekty smakowe zaskoczyły wszystkich, którzy je potem zajadali. Zwłaszcza pewną wesołą i bardzo pomocną czterolatkę ;-)


Przy przygotowywaniu tych babeczek możecie zatrudnić małe rączki dzieciaczków, np. przy łamaniu czekolady (trzeba uważać, aby cała czekolada nie trafiła do buziek małych łasuchów) oraz przy posypywaniu babeczek ową smaczną czekoladą. Tu właśnie małe dzieci mogą świetnie się spisać i wnieść swój mały, ale bardzo istotny udział, w przygotowaniu słodkości dla całej rodziny.


Czas na dyniowe szaleństwa już wprawdzie minął, ale na pewno zachomikowaliście jeszcze gdzieś trochę dyni, np. świetnie nadaje się dynia mrożona, którą wystarczy włożyć do naczynia żaroodpornego zawiniętą w folię aluminiową i upiec w piekarniku nastawionym na 180 stopni przez 30 minut.  Fraszka w przepisie użyła wiórki kokosowe, ale przypuszcza, że lepszy smak uzyska się dzięki mielonym migdałom ;-)


Dokładny przepis na babeczki dyniowe znajdziecie na blogu kwestia smaku. Smacznego :-)


sobota, 16 listopada 2013

Szaszłyki... hmm... z krewetkami czy z łososiem?

"Co by tu zrobić dobrego do jedzenia?" - zastanawiała się pewnego razu Fraszka. "Mam łososia, mam też krewetki, trochę papryki i pomidorki koktajlowe, jest też cebulka. O, i są też patyczki do szaszłyków. To już wiem, co zrobię!" - ucieszyła się Fraszka. 


Marynata do obu rodzajów szaszłyków:
  • 4 łyżki oliwy,
  • 2 duże ząbki czosnku,
  • mała gałązka świeżego rozmarynu (można użyć także suszonego),
  • 2 łyżki soku z cytryny,
  • sól i pieprz kajeński.
Do miseczki wlać oliwę, sok z cytryny, umyte listki rozmarynu, rozgnieciony czosnek oraz sól i pieprz kajeński. Następnie wszystkie składniki dokładnie wymieszać.


Składniki na 5 szaszłyków z krewetek:
  • paczka mrożonych krewetek 250 g,
  • kilka pomidorków koktajlowych,
  • 1/2 cebuli pokrojonej w spore kawałki.
Krewetki wyłożyć na sito i przepłukać wodą. Następnie wrzucić do wrzącej wody i gotować od 5 do 10 minut, aż będą miękkie. Ponownie przełożyć na sito i przepłukać zimną wodą, zdjąć skorupki z ogonków. Pomidorki umyć i wysuszyć, cebulę pokroić w spore kawałki, tak, aby utworzyły się takie małe łódeczki. Następnie po kolei nadziewać na patyczki krewetki, pomidorek i cebulkę. Wszystkie szaszłyki polać marynatą. Fraszka nie ma niestety patelni grillowej, więc upiekła szaszłyki w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez pół godziny w foli aluminiowej, a następnie podpiekła je przez 2 minutki z każdej strony na suchej patelni, na której ułożyła kilka patyczków do szaszłyków, aby szaszłyki nie przywierały całą powierzchnią do patelni.




Składniki na 5 szaszłyków z łososiem:
  • 300 g świeżego łososia,
  • jedna papryka pokrojona w spore kawałki,
  • 1/2 cebuli pokrojonej w spore kawałki.
Łososia umyć, osuszyć papierowym ręcznikiem. Pokroić w małe kawałki. Paprykę umyć, osuszyć i pokroić w spore kawałki, podobnie cebulę pokroić jak przy szaszłykach z krewetkami, w małe łódeczki. Nadziewać kawałki łososia, papryki i cebulki na patyczki. Gdy już wszystkie składniki zużyjemy, ułożyć szaszłyki w żaroodpornym naczyniu w foli aluminiowej i polać przygotowaną wcześniej marynatą. Piec je w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez pół godziny. Następnie, tak jak szaszłyki z krewetek, podpiec na patelni.



Smacznego :-)

środa, 13 listopada 2013

Michael Bublé "Close Your Eyes"



Michael Bublé "Close Your Eyes"



Close your eyes,
Let me tell you all the reasons why
I think you’re one of a kind.

Here’s to you,
The one that always pulls us through,
You always do what you gotta do,
You’re one of a kind,
Thank God you’re mine.

You’re an angel dressed in armor,
You’re the fair in every fight,
You’re my life and my safe harbor
Where the sun sets every night.
And if my love is blind I don’t wanna see the light.

It’s your beauty that betrays you,
Your smile gives you away.
Cause you’re made of strength and mercy
And my soul is yours to save.
I know this much it’s true,
When my world was dark and blue
I know the only one who’ll rescue me is you.

Close your eyes,
Let me tell you all the reasons why
You’ll never gonna have to cry
Because you’re one of a kind.

Yeah, here’s to you,
The one that always pulls us through
You always do what you gotta do, baby,
Because you’re one of a kind.

When your love pulls down on me
I know I’m finally free
So I tell you gratefully
Every single beat in my heart
Is yours to keep.

Close your eyes,
Let me tell you all the reasons why, baby
You’ll never gonna have to cry, baby
Because you’re one of a kind.

Yeah, here’s to you,
The one that always pulls us through
You always do what you gotta do, baby,
Because you’re one of a kind.

You’re the reason why I’m breathing
With the little look my way,
You’re the reason that I’m feeling
It’s finally safe to stay.

środa, 6 listopada 2013

Sok z "działkowych" winogron

Jakiś czas temu Fraszka oddała się "winobraniu". Szumnie to brzmi, a była to w zasadzie namiastka, tego o czym marzy Fraszka. A marzy o podróży do Włoch, nie tylko na winobranie... ech... "Winobranie" było na działce. Pogoda dopisała, plony były obfite. Za bądź, co bądź ciężką pracę otrzymała zapłatę w naturze... w winogronach rzecz jasna. Przytargała jakieś trzy kilogramy do domu i zabrała się z zapałem za zajadanie (w tej właśnie kolejności, choć na działce zjadła ich już naprawdę dużo) i przerabianie ich... na sok. Jeśli jeszcze zachowały się wam na działce takie oto winogronka, to możecie z nich zrobić sok. Fraszka gwarantuje, że będzie wyśmienity, o niebo lepszy od soków z kartoników ;-)



Składniki:
około 2,5 kg ciemnych małych winogron,
około 300 g cukru.

Wykonanie:
Rzeczone winogrona umyć, pozostawić na sicie do odsiąknięcia, oderwać z szypułek i wrzucić do dużego garnka z grubym dnem i gotować na małym ogniu. Gdy winogrona się rozpadną i wypuszczą duuuuużo soku. Odcedzić je na gęstym sicie. Następnie uzyskany sok przelać do garnka, dodać cukier, wymieszać i gotować na wolnym ogniu. Jeśli pojawi się piana, a pojawi się na pewno, usuwać ją. Zagotować sok. Bardzo gorący zlewać do wyparzonych i wysuszonych uprzednio słoiczków lub butelek. Zakręcić i odwrócić do góry dnem, aby słoiki się zamknęły. Fraszka nie pasteryzowała ich dodatkowo. Z tej ilości winogron wyszedł jeden duży litrowy słoik i 2 małe po 300 ml.